watch
Home
   

Rekolekcje, Bańska Wyżna 2009


Z opowiadań słyszałam, że rekolekcje są wyjątkowym czasem. Sześć lat temu, gdy zapragnęłam jechać pierwszy raz, wydawało mi się , że to jest niemożliwe żebym mogła jechać na rekolekcje w góry do Bańskiej, bo przecież nie dostanę urlopu w tym czasie i będzie sto innych przeszkód.

Więcej…
 

Wakacyjne rekolekcje letnie w Bańskiej Wyżnej k/Zakopanego

W dniach od 05 - 15 lipca 2009r. w Bańskiej Wyżnej k/Zakopanego odbyły się diecezjalne letnie rekolekcje wakacyjne Ruchu Rodzin Nazaretańskich. Temat tegorocznych rekolekcji brzmiał: ”Abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem  (J 15,20)”.

Więcej…
       

SZKOŁA POKORY.



ZASADY
1. Droga pokory na tej ziemi - to wejście do Królestwa Bożego.
2. Bez pokory wszystko jest próżnością i urojeniem.
3. Razem z pokorą zdobędziesz wszystkie inne cnoty.
4. Pozwól, aby pokora była twoją stałą towarzyszką, a będziesz szczęśliwy.
5. Doświadczysz dużo pociechy wewnętrznej, jeżeli wielkodusznie przyjmiesz upokorzenia.
6. Nie wpada w gniew i zgorzknie¬nie, kto samego siebie uważa za małego.
7. Kto doświadczy upokorzenia na tej ziemi - tego sam Bóg wywyższy w wieczności.
8. Kto w pokoju serca i pokornie przyjmie wzgardę - zdobędzie nie¬wyobrażalną wielkość.
9. Uświadomienie sobie własnej głupoty i nędzy jest lekarstwem na pychę i zarozumiałość.
10. Rozważanie własnej nędzy i nicości daje dużo cierpliwości w upokorzeniu.
11. Kto z pokornego serca samego siebie uniża, potrafi odkryć wartość drwiny i obrazy.
12. Kiedy doświadczasz niesprawiedliwości, pamiętaj, że z pro¬chu jesteś stworzony.
13. Jeżeli nie umiesz przebaczyć urazy, okazujesz wyraźnie twój brak pokory.
14. Upokorzenie jest bardzo ciężkie dla tego, kto nie chce pamiętać o swej nicości.
15. Owocne dążenie do pokory to rozważanie własnej małości w świetle wielkości Boga.
16. Każde dobro w tobie to dar Boga.
17. Jak ośmielasz się liczyć na siebie, skoro wszystko otrzymałeś jako dar Boga?
18. Moje życie przemija, jestem jak popiół i dym, a jednak jest we mnie jeszcze tyle pychy i zarozumiałości.
19. Przypatrz się uważnie otwartemu grobowi –będziesz znów pokorny.
20. Nie polegać na własnym zdaniu - to wyraz pokory.
21. Nigdy nie będzie prawdziwie pokorny, kto samego siebie za bardzo ceni i kocha.
22. Znosić wady innych, a nawet swoje własne - to owoc całko¬witego otwarcia się na pokorę.
23. Służyć każdemu z radością - to owoc pragnienia pokory.
24. Kto uczciwie dąży do pokory, niech szanuje innych, ceniąc samego siebie nisko.
25. Wyśmiewanie innych i brak szacunku dla nich wypływa z przesadnej pewności siebie.
26. Nie denerwuj się, gdy popełnisz jakiś błąd –upokarzaj swoje serce.
27. Dobroć Boża jest bardzo blis¬ka pokornemu i skruszonemu sercu.
28. Zwracanie uwagi nie wywołuje oburzenia u tego, kto posiada pokorę.
29. Zaufanie Bogu, zamiast same¬mu sobie, pogłębia pokorę.
30. Sercem i duszą pokory jest cześć i miłość Boga.
31. Podobać się Bogu znaczy wię¬cej niż ludzkie uznanie i chwała.
LITANIA  POKORY

1. Droga pokory na tej ziemi - to wejście do Królestwa Bożego.

Człowiek wiary pyta ciągle na nowo: jak wejść do Królestwa Bożego, jak pójść do nieba? lub: jak brać udział w życiu Boga i świętych? Jak stać się szczęśliwym? Jak być sobą, być wolnym, dojrzałym...? Jak żyć jednością... ? - Na te zasadnicze pytania nasze¬go życia, tak ważne - i to nie tylko w młodości, nie tylko w momencie wyboru szkoły, zawodu, przyjaciół, można odpowiedzieć jednym słowem: pokora. Może odpowiedź ta w pierwszym momencie bardziej kom¬plikuje niż wyjaśnia problem i wywołuje nowe pyta¬nia. Pokora jest przecież jedną z tych wartości, o której wielu ludzi mówi, nie wiedząc, o co właściwie chodzi. Pokora jest tak samo znana i nieznana jak miłość. Żeby wiedzieć co to jest "miłość", trzeba kochać. Zęby poznać pokorę, trzeba stać się pokornym. Trzeba nią być, aby uniknąć krzywego patrzenia na nią i choroby ducha z nią związanej. Dlatego trzeba od początku zdecydować się na bliższy kontakt, na "chodzenie" z nią, na przyjaźń. Dopiero w tym zaangażowaniu oraz w tej bliskości odkryjemy prawdziwą istotę i piękno tej królewskiej cnoty. Razem z tą wartością, z tą "przyjaciółką" znajdziemy wejście do Królestwa Bożego, do pokoju serca, do Chrystusa, do całego świata. Trzeba ryzykować, trzeba otworzyć się nie mając wiele do¬świadczenia. Przecież serce wyczuje, że tu właśnie jest prawdziwa droga do Boga, a zarazem do samego siebie. Trzeba pragnąć tego odkrycia, trzeba być gotowym na trudności w poszukiwaniu, na "płacenie" za to. Trzeba chcieć być pokornym modlić się o łaskę pokory zanim się dokładnie wie, o co naprawdę chodzi, ponieważ Jezus mówi: "Uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem" (Mt 11, 29).

Czy naprawdę pragnę stać się człowiekiem pokornym?

2. Bez pokory wszystko jest próżnością i urojeniem.
Są ludzie, którzy wiedzą bardzo dużo o Panu Bogu, o Kościele, o wierze, ale to nie gwa¬rantuje, że Pan Bóg jest z nich zadowolony. Jezus często walczył z uczonymi w Piśmie... Inni dużo modlą się i angażują się w życie religijne. To także nie jest gwarancją, co widać na przykładzie faryzeuszów, którzy byli przecież bardzo pobożnymi ludźmi. Nie¬dobra modlitwa może prowadzić do pychy, teologia do herezji, zaangażowanie się do aktywizmu, który bardziej przeszkadza misji Kościoła niż pomaga. Każdy człowiek do pewnego stopnia powinien być nieufny wobec samego siebie. Trzeba dać się spraw¬dzić przez kompetentnych ludzi, odpowiedzial¬nych Kościoła, ponieważ cicha ambicja i inne formy egoizmu potrafią zepsuć najlepsze intencje i plany. Przecież diabeł kusi pobożnych ludzi najbardziej przez pobożne pokusy: pod pretekstem dobrego celu lub dobrej sprawy sugeruje działanie bez jedności, a to niszczy wszystko. Dlatego trzeba zachować i pogłę¬biać pokorę. Ta cnota szuka prawdy i nie boi się jej. Uzdalnia też do przyjęcia prawdy (np. na zasadzie: lepsza gorzka prawda niż słodkie kłamstwo). Pokora nie może żyć bez prawdy i do niej prowadzi. Przez to prowadzi też do autentyczności modlitwy i apostol¬stwa. Oczyszcza od ukrytej ambicji i daje wytrwałość oraz zdrowie duchowe. Bez pokory najlepsze dzieła, akcje, dobre uczynki, a nawet modlitwy, właściwie wszystko "jest próżnością i urojeniem". Krótko mówiąc: pokora to odwaga do życia prawdą!

Czy mam odwagę poznać prawdę o sobie? Całą prawdę...?
 

3. Razem z pokorą zdobędziesz wszystkie inne cnoty.
Mówi się, że miłość jest duszą wszystkich cnót. Podobnie o pokorze możemy powiedzieć, że jest obecna tam, gdzie jest jakakolwiek inna cnota, ponie¬waż pokora jest naczyniem albo kielichem miłość. Tam, gdzie żyje miłość, potrzebna jest też pokora. Im więcej pokory, tym więcej miejsca dla miłości. Pokora two¬rzy warunki, aby kochać, a miłość daje motywację i siły, aby upokorzyć się lub wytrwać w upokorzeniu. Przez miłość pokora jest obecna w każdej innej cnocie i umacnia ją. Cnota jest umiejętnością dojrzałej osoby: raz potrzebna jest sprawiedliwość, aby być dobrym, inna sytuacja wymaga czystości, aby kochać prawdziwie, jeszcze inne wydarzenie potrzebuje wytrwałości, aby wydać owoce. Jest przydatne, by świadomie ćwiczyć się w najważniejszych wartościach Ewangelii. Kto jednak pogłębia cnotę pokory, umacnia zarazem wszy¬stkie inne wartości życia chrześcijańskiego. Ponieważ pokora pragnie i umie służyć, człowiek pokorny świa¬domie lub nie - szuka zawsze tego, co pomaga, co buduje, co służy, jeżeli trzeba, także kosztem uniżenia samego siebie. W ten sposób pokora prowadzi do sprawiedliwości, czystości, wytrwałości i wszystkich innych cnót oraz je umacnia. Kto ćwiczy się w poko¬rze, pogłębia zarazem wszystkie inne cnoty.
Czy jestem gotowy przyjąć i rozwijać wszystkie cnoty?

4. Pozwól, aby pokora była twoją stałą towarzyszką, a będziesz szczęśliwy.
Krzywe spojrzenie na pokorę prowadzi nieraz do wrażenia, jakoby pokora była czymś smut¬nym. Można by powiedzieć: "Smutny święty - to "smutny" święty!". Właściwa świętość prowadzi jed¬nak do głębokiej, nadprzyrodzonej radości. Podob¬nie autentyczna pokora. Brak radości w pokorze jest znakiem, że coś jest nie w porządku, że coś trzeba sprawdzić, poprawić, prosić o radę. Czasami brak radości spowodowany jest przez to, że żyje się poko¬rą tylko od czasu do czasu, np. podczas rozmyślania lub nabożeństwa, ale w czasie śniadania już nie. Głę¬bokiego i stałego szczęścia jako owocu pokory moż¬na doświadczyć tylko wtedy, gdy dążenie do pokory jest stałe, ponieważ prawdziwa pokora nie jest podob¬na do ubrania, które raz zakładam, raz nie. Pokora jest głębiej związana z charakterem, z całą osobowo¬ścią. Nie jest sprawą zewnętrznego wyrazu - sposobu spojrzenia lub uśmiechu, smutku itp. Jest raczej głę¬boką potrzebą serca, gotowością do służby, do ofia¬ry, by ratować i dać szczęście innym. Człowiek po¬korny nie czuje się dobrze, kiedy nie może przyczy¬niać się do znalezienia szczęścia przez wszystkich. Dlatego jest gotowy płacić za innych i jest to dla niego źródłem szczęścia. Nie może czuć się dobrze, dopóki drugi nie jest zadowolony, nie jest sobą, nie jest w Bogu...

Czy chcę zawsze, w każdej sytuacji żyć w pokorze?

5. Doświadczysz dużo pociechy wewnętrznej, jeżeli wielkodusznie przyjmiesz upokorzenia.
Jak to możliwe, że właśnie upokorzenie daje pociechę? Czy nasze codzienne doświadczenie nie jest odwrotne, czy upokorzenie nie zostawia w nas głębokiego zranienia duszy i goryczy serca? Tak jest bez wiary. Na ile wiara jednoczy nas z Jezusem upo¬korzonym, na tyle nasze serce staje się wielkoduszne. Samo upokorzenie prowadzi do samotności, ale przez wiarę idzie dalej, a mianowicie do Serca Jezusa. Tam znajdziemy wewnętrzną pociechę i słodycz, której nie da się opisać słowami.
Najpóźniej w tym miejscu rozważań sta¬je się zrozumiałe, dlaczego większość ludzi nie poj¬muje pokory, dlaczego wielu uważa, że jest ona sła¬bością lub czymś chorobliwym. To niewłaściwe pa¬trzenie na pokorę pochodzi z braku wiary, jest znakiem braku dojrzałości chrześcijańskiej, wskazówką, że ktoś nie ma doświadczenia życia nadprzyrodzo¬nego, doświadczenia życia Ewangelią...
Czy staram się sytuacje upokarzające przeżyć do końca w duchu wiary?
 
6. Nie wpada w gniew i zgorzknie¬nie, kto samego siebie uważa za małego.

Wiele kłopotów pomiędzy ludźmi, a szcze¬gólnie gniew, skłócenie czy obraza, wynika z tego, że człowiek przecenia samego siebie, wywyższa się, lubi patrzeć na innych z góry, szukając i podkreślając wszystko, co u innych słabe, dla własnych błędów znajdując zawsze jakieś usprawiedliwienie. Pokora jednak postępuje inaczej: ponieważ szuka prawdy, szuka jej najpierw w samym sobie. Lepiej odkryć przy¬krą rzeczywistość niż dalej łudzić się co do faktyczne¬go stanu własnej duszy i własnego charakteru. Kto dba o swoje zdrowie, chce wiedzieć, jaką ma chorobę, nie chce być okłamywany przez lekarza. Tylko prawda o chorobie pozwala na skuteczną walkę z nią. To samo dotyczy także braków lub chorób charakteru, stosunku do innych ludzi, do Boga. Człowiek pokorny jest wdzięczny za odkrycie słabości. Ludziom zaufanym pozwalamy zwykle mówić o naszych błędach, ale powin¬niśmy być wdzięczni również ludziom niesympatycz¬nym i przeciwnikom, gdy wskazują na błędy i zaniedba¬nia. Powinniśmy być wdzięczni także wtedy, gdy czynią to nieżyczliwie, z napięciem nawet nie w dobrej intencji, ponieważ mówią prawdę, która może nam pomóc.
Człowiek pokorny jest gotowy przyjąć przykrą prawdę o sobie, nawet jeżeli powiedziana jest przesadnie, jeżeli zarzuty nie w pełni odpowiadaj ą rze¬czywistości. Prawdziwa pokora dziękuje za każde upokorzenie, korzysta z tego, co jest prawdą, a na¬wet z tego, co jest przesadą. W ten sposób nie wpada w gniew, a przebaczenie niesprawiedliwości ściąga na ziemię wiele łask, pomagając w oczyszczeniu z tego, co naprawdę nie było dobre.

Czy przyjmuję upokorzenia od wszy¬stkich?

7. Kto doświadczy upokorzenia na tej ziemi - tego sam Bóg wywyż¬szy w wieczności.

Siódma zasada przypomina nam Kazanie na górze: "Błogosławieni, którzy cierpią prześlado¬wanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie" (Mt 5,10). Sam Jezus pociesza tych, którzy cierpiana tej ziemi z powodu Królestwa Bożego. Będzie inaczej, będzie nagroda! Ta chrze¬ścijańska nadzieja nie pozwala nam jednak patrzeć biernie, kiedy inni niesprawiedliwie cierpią. Trzeba pomagać, bronić, walczyć, tak, jak sam Jezus pomagał cierpiącym, osądzonym, potępionym. Nie wystar¬czy jednak sama walka o sprawiedliwość na tej ziemi. Nasza rzeczywistość jest większa, sięga aż do wiecz¬ności, podlega najsprawiedliwszemu z sędziów. Trze¬ba walczyć dla cierpiących tak, jakby sprawiedliwość zależała jedynie od naszego zaangażowania się w tej sprawie, a zarazem trzeba zachować przy tym pokój serca, jakby wszystko zależało od Boga...
Nie zawsze jednak można walczyć. Szczególnie jeżeli chodzi o niesprawiedliwość, którą przeżywamy my sami. Jezus przed Piłatem nie mówił wiele i w końcu w ogóle już się nie bronił. Zostawił sprawę do rozpatrzenia Sądowi Ostatecznemu. Trze¬ba modlić się o łaskę mądrości, która potrafi rozróż¬nić sytuacje, w których trzeba już na tej ziemi wal¬czyć od takich, w których lepiej jest czekać na sąd Boży. Sama myśl o wieczności umacnia pokorę i umiejętność znoszenia niesprawiedliwości.

Czy ufam Bogu doświadczając upokorzenia?
 
8. Kto w pokoju serca i pokornie przyjmie wzgardę - zdobędzie nie¬wyobrażalną wielkość.

Co to jest "wielkość"? Normalny czło¬wiek pragnie sukcesu i uznania, dba o swoją opinię i honor wobec ludzi. Każdy stara się "zachować twarz", czyli godność, nawet jeżeli walka jest już przegrana. Prawdziwa wielkość nie zależy jednak od oceny człowieka. To co mówi sumienie liczy się bardziej od obmawiania, komentarzy i plotek. Właściwa wielkość zależy od opinii Boga. Wartość ma to, co ceni się w niebie. Szlachetne jest to, cze¬go nie niszczy mól lub rdza, czego nie można ukraść lub stracić. Kto żyje w perspektywie wieczności, znajdzie w swoim sercu siłę i równowagę w uniżeniu przez ludzi. Takie próby umacniaj ą nawet cno¬ty, a szczególnie pokorę, która rośnie w każdym uniżeniu...
Prawdziwej wielkości nie zdobywa się też na tej ziemi przez głośne zwycięstwo, oklaski lub re¬klamę. Milczenie w niesprawiedliwości, przebacze¬nie krzywdy, dążenie do pokoju kosztem własnego prawa, czasu czy pieniędzy są znakami prawdziwej wielkości, często niedocenianej przez ludzi. Taką wiel¬kość można znaleźć wśród ludzi prostych. Ona nie zależy od wykształcenia, od kariery czy bogactwa. Taka wielkość nie rośnie nawet wraz z wiedząc Bogu, ale znajduje się tam, gdzie jest prawdziwa pokora.

Czy cenię bardziej opinię, honor i wiel¬kość w oczach ludzi czy to, co myśli o mnie Bóg?
 
9. Uświadomienie sobie własnej głupoty i nędzy jest lekarstwem na pychę i zarozumiałość.
Każdy wierzący, nawet po wielu latach formacji i życia duchowego, przeżywa pokusę pychy (może ukrytej), której sam w sobie nie dostrzega. Mówi się, że każdy człowiek ma na swoim ciele miej¬sce, gdzie nie może się sam podrapać. Podobne miej¬sce posiada nasza dusza, np. tam, gdzie kryje się nie¬uświadomiona pycha. Dlatego dla uleczenia ducha nie wystarczy rozważanie własnych słabości, może już tysiąc razy wyznanych na spowiedzi. Dobrze jest prosić kogoś o "duchowe podrapanie" prosząc o bra¬terskie upomnienie lub "godzinę prawdy". Trzeba poznać swoje dolegliwości i choroby, by je skutecz¬nie zwalczać.
Czasami człowiek myśli, że jest poboż¬ny, że uczciwie szuka Boga, ale przystępując do spowiedzi od razu w momencie przyznania się do wła¬snych grzechów usprawiedliwia się. Podobnie rozmo¬wa duchowa lub godzina prawdy może być nieuda¬na, jeżeli ktoś nie potrafi słuchać i nie pozwala dru¬giemu mówić do końca i przedstawić własnego spoj¬rzenia na sprawy lub błędy. Trzeba cierpliwie czekać do końca wypowiedzi drugiego, do wyjaśnienia sytu¬acji. Często lepiej jest w ogóle niczego nie dodawać ani nie poprawiać dla własnej obrony, aby nie ryzy¬kować, że drugi będzie zablokowany w przedstawie¬niu własnego obrazu sytuacji. Prawda obroni się sama. Nie musimy się jej bać, ale często trzeba czekać, aż ukaże się w pełni. Prawda o własnych błędach i ogra¬niczeniach nigdy nie jest przyjemna, a jednak uświa¬domienie jej sobie jest warunkiem leczenia lub zmniej¬szenia szkody.
Czy pragnę rzeczywiście poznać swoje błędy i braki, czy też, gdy ktoś zwróci mi na nie uwagę, zaczynani się od razu bronić?
 
10. Rozważanie własnej nędzy i ni¬cości daje dużo cierpliwości w upokorzeniu.
Kto uczciwie zaczął poznawać samego siebie przez konsekwentny rachunek sumienia, czy rozmowy duchowe, które są czymś więcej niż tyl¬ko wzajemnym prawieniem sobie komplementów, albo też przez autentyczne kierownictwo ducho¬we, w którym naprawdę szuka Boga i nie pragnie tylko, aby ktoś się nim zainteresował - a więc kto prawdziwie poznaje swoje ograniczenia, słabości i błędy, znajdzie też nowe odniesienie do innych:
zrozumie lepiej słabość brata lub siostry, potrafi też lepiej pomagać. Rozumieć to nie znaczy usprawie¬dliwić albo przeoczyć, ale dzięki cierpliwości bę¬dziemy w stanie wytrwać w pokusach, obojętnie, czy chodzi o nasze własne słabości, czy też braki innych.
Rozważając własną nędzę przygoto¬wujemy się na przykre momenty, w których inni będą nam mówili o tych słabościach: możemy przyznać im rację, możemy nawet podziękować i w ten spo¬sób zachować pokój serca oraz uniknąć napięć i kon¬fliktów.

Czy znam swoje błędy, czy raczej ucie¬kam od moich słabości?
 
11. Kto z pokornego serca samego siebie uniża, potrafi odkryć war¬tość drwiny i obrazy.
Największym przykładem pokory jest sam Jezus. Będąc Bogiem uniżył samego siebie i jako czło¬wiek zawsze ukrywał swoją wyższość. Dodatkowo różni ludzie poniżali Go przez naiwność lub złośli¬wość. Uniżenie Jezusa służy tym, których On sam pragnie ratować, obdarować zbawieniem. Również w naszym życiu potrzebne jest takie zbawcze uniże¬nie samego siebie, jeśli pragniemy brać udział w dzie¬le odkupienia - zbawienia. Dla stworzenia jedności z drugim człowiekiem zawsze jest potrzebne pewne uniżenie samego siebie. Dopóki decydujemy się na nie sami, jest ono względnie łatwe, ale kosztuje wię¬cej, gdy zostaje nam narzucone, choć również wtedy może mieć wielką wartość, która niestety często po¬zostaje niewykorzystana. Drwiny i obrazy stają się często powodem kłótni i strat duchowych. Człowiek, który dobrowolnie ćwiczy samego siebie przez do¬browolne uniżenie się, jest w lepszej kondycji, po¬trafi korzystniej reagować i wykorzystać szansę du¬chowego rozwoju, również wtedy, gdy próby pocho¬dzą od innych.

Czy doceniam momenty uniżenia i ob¬razy i czy umiem z nich korzystać?

12. Kiedy doświadczasz niespra¬wiedliwości, pamiętaj, że z pro¬chu jesteś stworzony.
Mówi się, że człowiek może przyzwycza¬ić się do wszystkiego, także ubóstwa, ale nigdy do nie¬sprawiedliwości. Ona zawsze najbardziej boli, przyzy¬wa wolność, przygotowuje rewolucję, a nieraz nawet knuje zemstę. Także dla chrześcijanina akceptacja nie¬sprawiedliwości nie jest łatwa, szczególnie jeśli pocho¬dzi ze strony tych, którzy również są wierzącymi. "Szko¬ła pokory" daje bardzo prostą radę: pamiętaj o stworze¬niu "z prochu", przypomnij sobie o ludzkich słabo¬ściach! Będąc tylko prochem - jak możemy spodzie¬wać się sprawiedliwości ze strony ludzi, jak możemy spodziewać się lepszego traktowania?
Nie wolno zapomnieć o słabościach lu¬dzi, o ograniczeniach - własnych i cudzych. Nie cho¬dzi zawsze tylko o dobrą wolę. Często człowiek nie jest winny temu, że ma trudny charakter lub dziedzicz¬ne wady, ale nie można tym argumentem uspra¬wiedliwiać wszystkich błędów i braków w formacji. A jednak prawda ta przynosi ulgę w trudnościach ży¬ciowych. Myśląc o własnym pochodzeniu "z prochu" można stać się bardziej cierpliwym wobec samego siebie i nie obrażać się z powodu braku szacunku ze strony innych.

Czy realistycznie patrzę na ludzką, także na własną słabość?
 
13. Jeżeli nie umiesz przebaczyć urazy, okazujesz wyraźnie twój brak pokory.
Jedną z najpiękniejszych wartości czło¬wieka jest umiejętność przebaczania. Ta cnota szcze¬gólnie przybliża go do Boga. Bóg ukazuje swój ą wiel¬kość najbardziej przez uniżenie się, przez przebacze¬nie. Człowiek, który nie potrafi przebaczyć pokazu¬je, jak daleko jest od Niego. Przebaczenie głębokich uraz nie tylko kosztuje dużo, ale daje również nową pokorę, a więc nową bliskość do Boga...
Przebaczenie jest aktem twórczym, po¬nieważ daje nowy początek. To, co było, już nie ist¬nieje. Można jeszcze raz próbować ufać i współdzia¬łać. Pan Bóg jest Stwórcą świata i człowieka nie tyl¬ko dlatego, że na początku czasu wszystko powo¬łał do istnienia i rozwoju. Stwórcza moc Boga pole¬ga także na tym, że przez przebaczenie grzechu świat znajduje swoje właściwe znaczenie i człowiek staje się sobą w Chrystusie. Przez przebaczenie współpra¬cujemy z Bogiem, Stwórcą i Zbawicielem. Prowa¬dzimy świat i ludzkość do jedności, biorąc na siebie winę innych, płacąc własną krwią za odnowienie świa¬ta i człowieka. Dlatego pokora jest twórcza i zbaw¬cza.
Czy potrafię przebaczyć? Jak szybko? Czy wszystkim i w pełni?
 
14. Upokorzenie jest bardzo ciężkie dla tego, kto nie chce pamiętać o swej nicości.
Również człowiek pragnący postępu du¬chowego ma trudności z upokorzeniem. To nic złe¬go. Upokorzenie musi boleć, ponieważ zdrowy czło¬wiek dba o swój honor. Można jednak na upokorze¬nie patrzeć nie tylko negatywnie. Kryje się w nim więcej dobrego niż złego. Trzeba uczyć się korzy¬stać z upokorzenia, a wówczas nie będzie już trzeba z nim walczyć.
Przez upokorzenie można uczyć się spoj¬rzenia na własną rzeczywistość bez szminki i udawa¬nia. Zwykle nieświadomie pokazujemy innym coraz to inny obraz siebie samego, który nie odpowiada rze¬czywistości. Nieświadomie zaczynamy wierzyć, że je¬steśmy lepsi i broń Boże, jeśli ktoś to zakwestionuje. Kto jednak ćwiczy się w sztuce dobrego korzystania z upokorzenia, ćwiczy się także w życiu prawdą. Nawet jeśli samo upokorzenie zawiera przesadę lub niesprawiedliwość, może być przydatne, by lepiej żyć w prawdzie. Jest to podobne do gimnastyki: same ćwiczenia także wyglądaj ą przesadnie. W ciągu dnia pewne ruchy ćwiczone podczas gimnastyki nie są już potrzebne, a jednak wykonuje się te skłony i skręty, aby mieć przez cały dzień lepszą kondycję fizyczną i lepsze krążenie krwi. Podobnie można też - przez spojrzenie na własne braki i słabości - korzystać z nie¬przyjemności i przesadnego upokorzenia dla lepsze¬go "funkcjonowania" życia duchowego.

Czy umiem wykorzystać niesprawiedli¬wość dla pogłębienia mojego życia duchowego?

15. Owocne dążenie do pokory to rozważanie własnej mało¬ści w świetle wielkości Boga.
 
Najczęściej człowiek okłamuje samego siebie. Dzieje się to zwykle nieświadomie, ale tym bardziej ten brak prawdy jest niebezpieczny. Przecięt¬ny człowiek chce być kimś ważnym, wielkim, pięk¬nym. Dlatego kosztuje go wiele, jeżeli ktoś zwróci uwagę na jego małość, nicość. Wygląda na przesa¬dę, gdy mówi się o "nicości" człowieka, przecież jest on kimś, jest dzieckiem Bożym, został odkupiony przez Krew Chrystusa i chyba w każdym człowieku można znaleźć pomiędzy wadami dobre cechy, jak perły pośród kamieni. Mimo to rozważając wielkość Boga człowiek można mieć wrażenie, że jest "niczym". Bóg jest za wielki i odległość do Niego zbyt nieprze¬kraczalna, a język ludzki zbyt ograniczony, by w od¬powiedni sposób mówić o wielkości Boga, a zarazem o naszej małości. Stąd pochodzi to słuszne powie¬dzenie o naszej "nicości", niezależnie od prawdy o ludzkiej godności.
Patrząc na Boga i godność człowieka można jeszcze bardziej przerazić się ludzkimi słabo¬ściami. Potrzebujemy kontemplacji wielkości Boga, aby widzieć małość człowieka, a zarazem spojrzenia na ludzką nicość, aby odczuć wielkość Boga. Czło¬wiek pokorny korzysta z każdego upokorzenia, aby widzieć samego siebie w prawdzie i przez to jeszcze bardziej adorować i wielbić Pana Boga. W tym du¬chu mówiła Maryja: "Wielbi dusza moja Pana (...), bo wejrzał na uniżenie służebnicy swojej, Święte jest Jego Imię" (Łk 2, 46-49).
 
Czy wielkość Boga przygnębia mnie, czy też prowadzi raczej do wdzięczności i adora¬cji?

16. Każde dobro w tobie to dar Boga.
Ważnym aspektem pokory jest wdzięcz¬ność, a istotnym elementem wdzięczności - uznanie źródła wszelkiego dobra, a więc uznanie Boga, od którego pochodzi wszystko, co dobre. Św. Paweł pyta: "Cóż masz, czego byś nie otrzymał?" (1 Kor 4, 7). Na pewno dużo zależy od współpracy człowieka, ale bez łaski Bożej nie jesteśmy w stanie dobrze żyć i dzia¬łać. Trzeba przypominać sobie o tej prawdzie - nie po to, aby przygnębiać człowieka, ale aby obronić go przed pychą i zarozumiałością. Przez wdzięczność przygotowujemy się do otrzymania większej łaski i głębszego dobra. Wdzięczność jest owocem poko¬ry, a ta umacnia się przez wdzięczność. Kto wie i uzna¬je, że wszystko, co dobre, otrzymał, jest bardziej go¬towy, by się tym dzielić i pomagać wszędzie tam, gdzie to jest możliwe. Wdzięczny człowiek wie, że wszyst¬ko, co otrzymał od Boga, zostało mu dane, aby prze¬kazywał, aby pomnażał przez dzielenie się, aby za¬chowywał przez rozdawanie, ponieważ w Królestwie Bożym posiada cokolwiek tylko ten, kto daje: aby mieć miłość, trzeba ją podarowywać.

Czy z radością przyjmuję wszystko, co dobre, jako dar Boży?

17. Jak ośmielasz się liczyć na sie¬bie, skoro wszystko otrzymałeś jako dar Boga?
Jednym z największych niebezpie¬czeństw w życiu duchowym jest pewność siebie. Osoba pewna siebie jest podobna do kogoś, kto do¬piero zrobił prawo jazdy: dopóki czuje się niepewny, dopóki jeździ ostrożnie i uważnie, nie grożą mu wy¬padki. Sytuacja zaczyna być niebezpieczna, kiedy za¬czyna myśleć: teraz już umiem, już przejechałem bez większych trudności kilka tysięcy kilometrów...
Także w relacjach międzyludzkich nie wolno za bardzo liczyć na własne siły, mądrość, do¬świadczenie. Nie znaczy to, że mamy popaść w drugą skrajność. Nieśmiałość też nie jest cnotą i auten¬tyczna pokora nie prowadzi do kompleksu niższości. Chodzi raczej o dobrą miarę ostrożności oraz o umiejęt¬ność współpracy z łaską Bożą. Kto współdziała z Panem Bogiem, nie musi się bać, tak, jakby wszystko zależało od jego własnych sił i zdolności. Z drugiej strony współpraca z łaską Bożą zobowiązuj e: trzeba dawać z siebie wszystko, aby Bóg mógł dać jeszcze więcej. Prawdziwa pokora prowadzi do zaufania i odwagi oraz chroni przed lekkomyślnością i leni¬stwem.

Czy staram się dobrze współpracować z łaską Bożą?
 
18. Moje życie przemija, jestem jak po¬piół i dym, a jednak jest we mnie jeszcze tyle pychy i zarozumiałości.
Życiowym zadaniem każdego człowie¬ka jest jego ludzkie dojrzewanie. Wielką rolę od¬grywa w nim ćwiczenie i umacnianie cnót, warto¬ści duchowych i dobrych cech charakteru. Dobry rachunek sumienia pokazuje jednak czasem, że jest w nas jeszcze wiele wad. Szczególnie niebezpiecz¬ne pośród nich są pycha i zarozumiałość. Trudno całkowicie zlikwidować te chwasty z ogrodu życia wewnętrznego, ale regularne i konsekwentne pil¬nowanie samego siebie może ograniczyć wpływ tych wad i odebrać im wszelkie szanse działania. Można chwilowo zlikwidować chwasty w ogrodzie lub na polu przez wyrwanie ich; bardziej skutecz¬ne jest jednak sadzenie dobrych roślin owocowych na tym miejscu. Podobnie bardzo skutecznie można zwalczyć pychę przez świadome życie według Ewangelii, przez ćwiczenie pokory w służbie codzien¬nych obowiązków, przez regularne przyjmowanie i ofia¬rowywanie trudności zwykłego życia z miłości do Boga i do bliźnich.

Czy myśl o krótkim czasie życia, który mi pozostał, mobilizuje mnie do zwalczania py¬chy i innych wad?

19. Przypatrz się uważnie otwar¬temu grobowi –będziesz znów pokorny.
Istnieje stare powiedzenie, że dobrym doradcą człowieka jest śmierć lub otwarty grób. Z jednej strony pogrzeb przypomina o największej niepewności naszego życia: nie wiemy, ile czasu nam jest dane, aby pracować nad sobą, by zwal¬czać pychę i pogłębiać pokorę. Otwarty grób może być dla nas ważnym lekarstwem na lekkomyślność i marnowanie tak cennego czasu. Żyjemy tylko raz! - mówi głupiec; żyjemy tylko raz! - mówi mę¬drzec. Trzeba korzystać z każdego dnia, z każdej sytuacji, przecież czeka nas rozliczenie.
Otwarty grób przypomina również o tym, że wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi. Ani pieniądze, ani tytuły, ani znajomości nie mogą nikogo wybawić od śmierci, także działanie lekarzy jest ograniczone. Również ta prawda poma¬ga w pogłębianiu pokory i zwraca człowieka zagu¬bionego w ambicji i przepychu tego świata z po¬wrotem ku rzeczywistości.

Czy rzeczywistość śmierci pomaga mi żyć bardziej dojrzale?
 
20. Nie polegać na własnym zdaniu - to wyraz pokory.
Jednym z największych znaków braku pokory jest przywiązanie do własnego sposobu my¬ślenia czy stylu wychowania. Trzeba umieć rozróżnić między prawdą a własnym zdaniem. Prawda może być tylko jedna. Dróg do jej znalezienia jest wiele. Trzeba wymagać jedności tam, gdzie jest potrzebna i dać wolność tam, gdzie to tylko możliwe. Jest to bardzo niebezpieczne, jeżeli ktoś jest tak mocno przy¬wiązany do własnego sposobu myślenia lub modlenia się, do własnych metod pracy czy własnego stylu urzą¬dzania mieszkania, że nie ma miejsca dla ulubionego sposobu drugiego. Z takim człowiekiem trudno żyć i pracować. Czy jesteś pewny, że czasami sam nie je¬steś takim człowiekiem? Prawdziwa pokora daje odwagę, aby stracić własne zdanie lub metodę, by być i działać w większej miłości z innymi: "Lepsze to, co mniej doskonałe w jedności z innymi, niż bardziej do¬skonałe, ale bez jedności" (Chiara Lubich).

Czy jestem gotowy dla większej jedno¬ści "stracić" własne zdanie?
 
21. Nigdy nie będzie prawdziwie pokorny, kto samego siebie za bardzo ceni i kocha.

Miłość do samego siebie jest potrzebna. Sam Jezus powiedział, że mamy kochać drugiego, jak siebie samego, a więc trzeba kochać siebie. Ale kochać to nie znaczy rozpieszczać. Także litość nad sobą nie jest prawdziwą miłością. Każda forma egoizmu psuje i niszczy miłość. Właściwa miłość samego siebie to wypełnianie woli Bożej względem własnej osoby. Trzeba najpierw zaakceptować siebie ze wszystkimi talentami i brakami. Jedno i drugie jest zadaniem do spełnienia. Jedno i drugie ma także służyć innym, ma istnieć w harmonii, ma umacniać jedność pomiędzy wszystkimi. Można służyć nie tylko przez dary, umie¬jętności, zdolności, można służyć także przez braki, słabości, problemy, ponieważ przyjęcie pomocy od innych może być dla nich większym darem, niż jej udzielenie. Pokora jest wymagająca w jednej i dru¬giej sprawie. Mobilizuje do pomocy i do jej przyjęcia, "aby wszyscy stanowili jedno" (J 17, 21).
Człowiek pyszny, który sam dla siebie jest najważniejszą osobą lub który za bardzo się oszczę¬dza, jest blokadą nie tylko dla innych, ale także dla samego siebie.
Szczęśliwy ten, który nie uważa siebie za najważniejszego. Miłość bliźniego w praktyce zna¬czy: twoje problemy, sukcesy, bolączki, twoja świę¬tość, twój smutek i twój urlop jest tak samo ważny, jak mój.

Czy umiem kochać samego siebie, ko¬chając drugiego?

22. Znosić wady innych, a nawet swoje własne - to owoc całko¬witego otwarcia się na pokorę.

Jeden z klasycznych duchowych "uczynków miłosierdzia" polega na znoszeniu przykrości, nieprzy¬jemności i uraz od innych. Nie ma ludzkiego życia bez problemów, bez nerwów, bez stresów spowodowanych przez różnorodność charakterów i słabości. Nie można od drugiego, a nawet i od samego siebie wymagać tego, że zawsze musimy czuć się dobrze, być w najlepszej for¬mie, bez kryzysów, czy to z powodu stanu zdrowia, po¬gody czy powodzenia. Widocznie taki ma być ten świat: potrzebujemy tych kłopotów i napięć, aby przez nie roz¬wijać się duchowo. Cierpliwość zawiera w sobie sztukę dojrzałego życia. Właściwa cierpliwość liczy się z tym, że człowiek jest słaby. Trzeba wymagać, ale nie za dużo. Św. Kasper nazywał świat "jednym wielkim szpitalem, w którym wszyscy jesteśmy pacjentami". Jest to realistyczne spojrzenie na człowieka, pełne gotowości do po¬mocy, do pokory.
Szczególna trudność w znoszeniu innych polega na tym, że to my sami - często nieświadomie -czynimy między nimi różnice. Od jednych bez proble¬mów przyjmujemy wszystko, pozwalając nawet na nadu¬żywanie naszej cierpliwości i wykorzystywanie dobroci; w innych wypadkach: nawet najmniejsze formy nietak¬tu wywołuj ą ostrą reakcję i niechęć. Pokora wyrównuje nasze traktowanie innych i czyni je niezależnym od sym¬patii lub antypatii.
Niektórzy najwięcej kłopotów mają ze zno¬szeniem samego siebie. Czyż to nie w spojrzeniu na cier¬pliwość Chrystusa Ukrzyżowanego można znaleźć nową gotowość, by zaakceptować samego siebie, własny cha¬rakter, pochodzenie, błędy przeszłości i wszystko, co nas dręczy? Pokora daje cierpliwość do wszystkich, na¬wet do samego siebie.

Czy pamiętam o tym, że Pan Jezus za¬płacił własną Krwią za tych ludzi, którzy wyma¬gają ode mnie tyle cierpliwości?
 
23. Służyć każdemu z radością - to owoc pragnienia pokory.
Jako fundament wszystkich cnót, jako "kie¬lich miłości", pokora zawiera w sobie wszelkie owoce. Jednym z najpiękniejszych owoców jest radość służby. Dla wielu osób służba jest czymś negatywnym, jakimś złem koniecznym, którego trzeba unikać jak się da. Takie spojrzenie na służbę staje się tragedią człowieka nie¬dojrzałego, człowieka bez miłości, bez pokory. Ale co uczynić, aby odkryć radość służby? Trzeba wejść do wody, by nauczyć się pływać. Trzeba wytrwać w pierwszych trudnościach ucznia, który zaczął grać na nowym instru¬mencie lub rozpoczął trenować nową dyscyplinę sporto¬wą Dopiero potem można przeżyć satysfakcję i zaszczytne momenty. Suchy, czarny chleb trzeba długo gryźć, zanim zacznie smakować. Podobnie jest z radością służby: trze¬ba zaufać i wytrwać, trzeba dać serce, a przede wszystkim wierzyć, że nie służymy sami, ale w nas służy Chrystus, a my służymy Chrystusowi w drugim człowieku, szcze¬gólnie w tym, który cierpi. Przez radość służby bierzemy już udział w radości zmartwychwstania. Najpierw trzeba stracić Jezusa na Golgocie, aby przyjąć Go z powrotem jako Zmartwychwstałego - może właśnie wtedy, gdy naj¬mniej Go oczekujemy.
Doświadczenia nadprzyrodzonej radości z powodu służby w pokorze nie otrzymuje ten, kto nie służy bez warunków, kto wyklucza kogoś, kto ogranicza się w służbie przez własną rodzinę, przyjaciół lub intere¬sy. Chrześcijańska służba jest uniwersalna, ponieważ Chry¬stus przelał własną Krew dla wszystkich. Kto daje własną krew razem z Krwią Jezusa, kto pragnie służyć, kto pra¬gnie kochać, nie szuka już radości, ale właśnie dlatego doświadczy jej jako nieoczekiwanego daru Boga.
Czy służę tylko po to, aby spełnić obo¬wiązki albo dla własnej satysfakcji? Czy potrafię dać więcej, niż muszę? Czy podarowuję swoje ser¬ce, a wraz z nim Chrystusa?
 
24. Kto uczciwie dąży do pokory, niech szanuje innych, ceniąc samego siebie nisko.
Na pierwszy rzut oka ludzkie życie wygląda jak rywalizacja: każdy chce być lepszym, większym, waż¬niejszym. Ambicja i konkurencja mobilizują i wydają się nam nawet czasami potrzebne dla zdrowego rozwoju społeczeń¬stwa. Biada jednak, jeżeli ambicja i konkurencja moją przewagę, jeżeli nie są ograniczane i hamowane przez inne war¬tości. I tak na przykład: kto gra w piłkę powinien chcieć zwyciężyć, bo inaczej gra stanie się nudna, nawet bezsen¬sowna Jakże jednak ważne jest, by znalazło się miejsce rów¬nież dla innych cech: uczciwości, poszanowania słabszego, radości z sukcesu drugiego, gotowości przebaczenia fauli, umiejętności przegrania bez urazy, uznania zdolności i sił drugiego, również przeciwnika.
Jedną z pozostałości grzechu pierworodnego w nas jest pewna tendencja patrzenia z góry na drugiego. Zazwyczaj nieświadomie oceniamy samych siebie wysoko, uniżając drugiego. Błędy natomiast traktujemy odwrotnie: u samych siebie łatwo je usprawiedliwiamy, u drugiego znaczą dużo. Dlatego wskazane jest, by działać na przekór sobie. Trzeba w pewnym sensie na "zapas'' oceniać samego siebie nisko, a drugiego cenić wysoko, aby zbliżyć się do rzeczywi¬stości. Nie chodzi o sztuczne uniżenie siebie samego, które jest dalekie od prawdy. Ćwiczenie pokory dąży do prawdy i dlatego bierze też pod uwagę słabość ukrytej ambicji.
Trzeba uczciwie dążyć do pokory. Właś¬nie dlatego, że prawda jest istotą pokory, fałszywa pokora lub nieuczciwe dążenie do niej jest tak niedobre i odpychające. Chyba dlatego Pan Jezus nie mógł znieść niektórych faryzeuszów, ponieważ udawali (może czę¬sto nieświadomie) życie pobożne i pokorne. Trzeba wciąż na nowo sprawdzać swoje podejście i ćwiczenie pokory, aby nie stało się faryzejskie.

Jak reaguję, jeżeli ktoś wskazuje na pew¬ną słabość i niekonsekwencję w moim życiu i za¬chowaniu?
 
25. Wyśmiewanie innych i brak szacunku dla nich wypływa z przesadnej pewności siebie.
Nie jest dobrze, kiedy ktoś ciągle samego siebie krytykuje i nigdy nie wie, co robić: wszystkich pyta, a nikomu nie ufa. Zła jest również odwrotna sytuacja: nadmierna pewność siebie - człowiek, który wie wszystko najlepiej, nikogo się nie radzi, patrzy na innych z góry, często z pogardą. Jednym z najgorszych wyrazów pogardy dla innych jest wyśmiewanie ich. Cynizm może być najbardziej subtelnym wyrazem wrogości i nienawiści. Cyniczny uśmiech jest uśmie¬chem diabła!
Co robić, jak leczyć się z wady cyni¬zmu lub z tendencji do wyśmiewania innych? Czasa¬mi sama Opatrzność Boża pomaga nam przez przy¬kre doświadczenia. Nieraz choroba, wypadek lub inne przykre przeżycie, a nawet własna wina staje się błogosławionym dopustem Boga. Przez to uniżenie i cierpienie - fizyczne jak i psychiczne - człowiek staje się bardziej dojrzały, bardziej dostępny i wyrozumiały wobec innych. Mówi się żartobliwie, że przełożony nie powinien być ani zbyt mądry, ani zbyt zdrowy, ani zbyt pobożny - aby miał więcej wyrozumiałości dla tych, za których jest odpowiedzialny. Trzeba na podstawie własnych słabości uczyć się oceniać dru¬giego człowieka bardziej obiektywnie. Trzeba szano¬wać drugiego człowieka nie tylko dlatego, że może mieć w sobie więcej nieznanych przeze mnie da¬rów, talentów i zdolności, niż widocznych. Ponadto trzeba jeszcze brać pod uwagę jego wielkość ze wzglę¬du na to, że jest stworzeniem, a nawet dzieckiem Bożym - odkupionym najwyższą ceną. Krwią Zbawiciela.

Czy staram się patrzeć w świetle wiary na tych, których lubię wyśmiewać albo nimi gar¬dzić?
 
26. Nie denerwuj się, gdy popełnisz jakiś błąd –
upokarzaj swoje serce.
Dojrzałości człowieka i chrześcijanina do¬świadcza się nie tylko wtedy, gdy jest potrzebna jakaś pomoc lub ratunek w trudnej sytuacji wymagającej hojności i wielkoduszności. Wielkość i autentyczność ujawnia się jeszcze wyraźniej w sytuacji słabości, w doświadczeniu błędów. Jeżeli ktoś robi wielki dra¬mat z własnych grzechów, jeżeli zaczyna tłumaczyć się, lamentować i nadmiernie samego siebie oskar¬żać, to bardzo często kryje się za tym jakaś nieuświa¬domiona pycha. Ten nadmierny żal podkreśla raczej, jak dobrym jest ten, kto go wyraża. Samokrytyka może być taktyką: może być udawaniem pokory, obiektyw¬ności, skromności, uczciwości...
Kto idzie drogą prawdziwej pokory, ża¬łuje własnych błędów, ale nie robi z ich powodu dramatu. Człowiek pokorny wie, że jest słaby, że grze¬szy, żałuje tych słabości, ale nawet nie dziwi się za bardzo, że stało się tak, czy inaczej - raczej przyznaje się, przeprasza i idzie, walczy dalej bez straty czasu na nadmierne żale lub bezużyteczne analizy powo¬dów i winy. Każdy upadek staje się okazją, aby po¬wstawać na nowo, aby okazać wierność i wytrwa¬łość, a z nimi właściwą miłość. Doświadczenie wła¬snych słabości może być nawet potrzebne dla dobre¬go rozwoju życia duchowego. Nigdy nie mamy pra¬wa zgrzeszyć, myśląc, że Bóg okaże miłosierdzie. Byłby to jeden z najgorszych i najbardziej niebezpiecz¬nych grzechów. Ale człowiek, który walcząc o wier¬ność przykazaniom często jednak upada, może zau¬fać słowom św. Pawła: "Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska" (Rz 5, 20). Mówi się, że niektórzy nie idą do nieba, ale w nie wpadają - zawsze na nowo powstając.
Co to znaczy w moim życiu, że miłość okazuje się poprzez wierność?

27. Dobroć Boża jest bardzo bliska pokornemu i skruszonemu sercu.
 
Najważniejsze momenty w życiu człowie¬ka to doświadczenia obecności Boga. Można znaleźć Go w pięknie natury: w górach, lasach, pustyniach, nad morzem... Inni doświadczają Go najmocniej w świętych miejscach, w liturgii, na pielgrzymkach, na rekolekcjach. Jeszcze inni odkrywają bliskość Chry¬stusa tam, "gdzie dwaj albo trzej" spotykają się w mi¬łości Ewangelii. Jednym z najmocniejszych doświad¬czeń Boga jest jednak Jego bliskość "pokornemu i skruszonemu sercu" (por. Ps 51). Najbardziej kla¬sycznym reprezentantem tych, którzy przez pokutę i pokorę zbliżyli się do Boga i ściągnęli Jego łaskę na ziemię jest król Dawid. Nie jest on wielki dlatego, że zwyciężył Goliata i wszystkich wrogów Ludu Boże¬go. Stał się takim przez przyznanie się do własnej słabości i zaufanie bardziej Bogu niż własnym siłom lub innym ludziom. Dlatego Pan Bóg mógł tak blisko z nim współpracować i przez niego kierować swoim ludem.
Nic nie przyciąga łaski Bożej do nasze¬go serca tak mocno, jak uznanie własnego grzechu bez szminki, bez usprawiedliwiania się. Jeżeli czło¬wiek dorosły chce stać się na nowo "dzieckiem", uznając swoją zależność od Boga i jest gotowy, by wszystko od Niego otrzymać, wtedy zaczyna być "do¬rosłym" w Królestwie Bożym, wtedy jest w stanie żyć i współpracować z Panem Bogiem, aby być Jego na¬rzędziem, uczniem, misjonarzem. Pokora otwiera dro¬gę do doświadczenia dobroci Bożej i zarazem poma¬ga samemu stać się doświadczeniem Jego dobroci dla innych.


Kiedy doświadczyłem w moim życiu bliskości Boga?

28. Zwracanie uwagi nie wywołuje oburzenia u tego,  kto posiada pokorę.
Upomnienie braterskie nie jest tylko do¬brym zwyczajem dojrzałej wspólnoty, ale także obo¬wiązkiem każdego chrześcijanina. Jezus wymaga: "Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy" (Mt 18, 15). Nasze doświadczenia z tym delikatnym tematem są różne. Można się tak sparzyć, że raz na zawsze straci się ochotę, aby je¬szcze komukolwiek zwracać uwagę na jego błędy. A jednak obowiązek duchowej pomocy innym pozostaje.
Czy sam jestem gotowy przyjąć uwagi od innych, od wszystkich? To także kwestia autentycz¬nej pokory, a więc autentycznego szukania prawdy. Człowiek pokorny potrafi spokojnie słuchać uwag, nawet wtedy, gdy są wyraźnie przesadzone. Jak poszukiwacz złota przesiewa dużą ilość piachu, aby zna¬leźć względnie mały skarb, tak osoba pokorna słucha spokojnie wszystkiego, co się o niej mówi i jak kryty¬kuje, by znaleźć w tym wszystkim złoto prawdy. Wdzięczność za małe ilości prawdy ma przewagę nad przesadą tego, kto krytykuje.
Odkrywając wartość uwag pokorny uczeń nie czeka, aż się ktoś zlituje, ale zaczyna od siebie. Może przecież sam prosić innych o pomoc w szuka¬niu prawdy. Im bardziej uczciwie szuka, tym cz꬜ciej pyta tych, którzy są gotowi (i są w stanie) mówić prawdę - nawet jeżeli ona boli. Jest to bardzo ważne w wyborze kierownika duchowego lub spowiedni¬ka. Kto szuka i wybiera uczciwie, daje pierwszeń¬stwo temu, który może nie jest przyjemny, ale mówi prawdę i wymaga prawdy.
Czy uczciwie szukam prawdy? Czy lu¬bię okłamywać samego siebie?
 
29. Zaufanie Bogu, zamiast same¬mu sobie, pogłębia pokorę.

Można różnie tłumaczyć, na czym polega grzech, jaki był początek grzechu, co doprowadziło do grzechu pierworodnego. Jedno z tłumaczeń zwraca uwa¬gę, że to brak zaufania doprowadził do zniszczenia przyja¬źni między Bogiem i człowiekiem. Kuszona przez węża Ewa zaczęła wątpić: czy naprawdę jest lepiej nie o wszyst¬kim wiedzieć, czy jednak Pan Bóg czegoś nie ukrywa, czy naprawdę kocha...? Brak zaufania doprowadził do niepo¬słuszeństwa, do zerwania więzi miłości, do końca przeby¬wania w raju. I odwrotnie, to moment wielkiego zaufania doprowadził dzieło odkupienia do końca: “Ojcze, w Two¬je ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23,46). Jezus Ukrzy¬żowany, który jako człowiek nie czuje już bliskości Ojca Niebieskiego, ufa dalej w najciemniejszej nocy duszy. Przez to zaufanie gładzi grzech pierworodny i otwiera drogę do nowego raju, do nieba, do Nowego Przymierza, do no¬wego życia w jedności z Panem Bogiem już na tej ziemi.
Życie według Nowego Przymierza to życie w zaufaniu. Człowiek, który przyjmuje chrzest i wszystkie sakramenty – nowe życie – nie chce już żyć dla samego siebie, ale dla Boga, a Bóg żyje dla człowieka. Na tym po¬lega Nowe Przymierze. Jak w dobrym małżeństwie – każ¬dy żyje i pracuje, planuje i raduje się ze względu na drugie¬go. Tak samo żyje chrześcijanin ze względu na Boga. Bez Niego życie już nie ma sensu, bez Niego już nic nie mogę uczynić. “Nic” tzn. nic prawdziwego, nic, co miałoby war¬tość w oczach Boga, nic, co mogłoby przetrwać na wiecz¬ność. Człowiek pokorny jest szczęśliwy, że może tak bli¬sko współdziałać z Panem Bogiem, jest szczęśliwy jak za¬kochany, który już nie chce niczego czynić bez drugiego, bez miłości, bez oddania. Czuje się sobą dopiero w jedności i bliskości ukochanego, a to znaczy: zaufać Bogu za¬miast samemu sobie, to znaczy: współpracować z łaską Bożą, to znaczy: żyć w pokorze.
Jak daleko sięga moje zaufanie Bogu?

30. Sercem i duszą pokory jest cześć i miłość Boga.

Nieraz w tych rozważaniach nazywaliśmy pokorę naczyniem albo kielichem miłości. Kielich ma pewną wartość sam w sobie, może być dziełem sztu¬ki, zrobionym z wartościowego kruszcu, a jednak nie znajduje swojego spełnienia, dopóki nie zostanie na¬pełniony winem, Krwią Chrystusa. Dopiero wtedy, w czasie Eucharystii, kielich jest prawdziwie sobą, osiąga swoją pełną godność, pełne piękno. Dlatego także pokorę rozumie się w pełni dopiero wtedy, gdy jest wypełniona miłością i chwałą Bożą. Pokora bez Boga nie jest kompletna, nie jest dojrzała. Dopiero w relacji do Boga człowiek i jego wartości, umiejęt¬ności, cnoty osiągają pełne znaczenie, harmonię i speł¬nienie. Każde dążenie do prawdy, każde uniżenie sie¬bie w służbie i każda ofiara otrzymuje od Boga swoją prawdziwą wartość. Bez Boga nie można być pokor¬nym. Bez miłości pokora jest pusta i martwa. Miłość i pokora są nierozdzielne. Pokora tłumaczy miłość, a miłość daje sens i życie pokorze. Przez pokorę mi¬łość utrzymuje się w równowadze, chodzi po ziemi, a nie buja w obłokach, staje się konkretna, nie gubi się w uczuciach. Przez miłość pokora staje się ludz¬ka, ciepła i żywa. Miłość daje jej uśmiech i światło, daje jej serce i kwiaty. Miłość i pokora - niech żyją zawsze w jedności! Pan Bóg niech błogosławi to "mał¬żeństwo" wieloma dziećmi - niezliczonymi cnotami!
Czy moja pokora pozwala, by wypeł¬niła ją miłość?

31. Podobać się Bogu znaczy wię¬cej
niż ludzkie uznanie i chwała.

Każdy człowiek szuka uznania, chce być rozumiany, pragnie pochwały. Dobre słowo matki mo¬bilizuje dziecko do posłuszeństwa. Uznanie nauczyciela potrafi przezwyciężyć lenistwo uczniów. Publiczne podziękowanie dodaje sił do społecznego zaangażo¬wania się. Dla sławy sportowcy i politycy, naukowcy i artyści odkrywaj ą w sobie niespodziewane siły i zdo¬bywają się na największe osiągnięcia. Wszyscy czynią to ze względu na ludzi, bojąc się krytyki lub utraty do¬brej opinii. Dla ratowania własnej twarzy politycy pro¬wadzą nieraz całe narody do nieszczęścia wojny. Wszy¬stko to dzieje się ze względu na ludzi.
Człowiek wiary, człowiek prawdziwie re¬ligijny żyje jednak bardziej w relacji do Boga niż do ludzi. O ile się da, można i trzeba zachować dobre imię i u Boga, i u ludzi, ale nie zawsze jest to możliwe. Trzeba ustawić pierwszeństwo: nie można służyć dwom pa¬nom! Bóg wymaga decyzji, czuwa zazdrośnie, strzeże wierności tych, którzy nazywaj ą się wierzącymi. Ten jest prawdziwym przyjacielem Boga, kto pragnie podo¬bać się bardziej Jemu niż ludziom. Także prawdziwym przyjacielem ludzi jest ten, kto potrafi dla wierności Bogu im się przeciwstawić. Boli, gdy czasami musimy pójść pod prąd, gdy nie jesteśmy rozumiani, gdy czuje¬my się samotni i wyśmiani. Prawdziwa pokora potrafi jednak przejść przez takie próby, okresy oczyszczenia i umocnienia. Prawda zwycięży, służba przekona, ofiara uratuje. Pokora nie jest rozumiana, nigdy nie była mod¬na i nie ma szansy, aby pociągnąć za sobą wielkie tłu¬my, a jednak ten świat pragnie pokory, ponieważ pra¬gnie Boga. Prawdziwa pokora jest jednak kochana -jak Maryja, która jest właściwym obrazem i wciele¬niem pokory, która jest "żywym kielichem".
Czy miłość do Maryi umacnia twoją pokorę?
 
Kilka słów o autorze i wydaniu książki.
Imprimatur
abp Stanisław Nowak
7 listopada 1992, L. 1313
© Wydawnictwo Misjonarzy Krwi Chrystusa Częstochowa 1995
ISBN 83-901836-9-2
Wydawnictwo Misjonarzy Krwi Chrystusa ul. Św. Kaspra del Bufalo 2/18 PL 42-221 "Częstochowa
Wydanie III. Nakład 5.000 egz.
1. Trzydzieści jeden zasad podsumowanych w i książeczce jako "Szkoła pokory" pochodzi od l' Franciszka Albertiniego (1770-1819), ojca duchownego św. Kaspra del Bufalo, Założyciela Zgromadzenia Misjonarzy Krwi Chrystusa. W pierwszym etapie rozwoju Zgromadzenia, kiedy każdego dnia miesi ca rozważano kolejną zasadę (dlatego jest ich 3 "Szkoła pokory" służyła pogłębianiu duchowo;
Misjonarzy, szczególnie w tzw. cząstkowym rachunku sumienia przed obiadem.
2. "Szkoła pokory" nie stanowi systematycznego traktatu o pokorze. Chodzi tu raczej o ćwiczenia praktyczne. Prezentujemy proste, współczesne tłumaczenie, rezygnując z rymu, który zawierały stare wyć nią. W ten sposób pragniemy dotrzeć lepiej do n" sienią i gustu człowieka naszych czasów.
3. "Pokora" nie jest tematem modnym, mimo to stanowi jednak niezbędny fundament każdej zdrowej duchowości. Dlatego przedstawiamy i proponujemy tę skromną publikację nie tylko członkom Zgroma¬dzenia lub Dzieła Krwi Chrystusa, ale wszystkim za¬interesowanym odnowieniem Kościoła i życia religij¬nego.
4. W Dziele Krwi Chrystusa w Polsce żyje się dzisiaj praktyką "Słowa Życia", wybierając na każdy miesiąc lub tydzień szczególne słowo Pisma św. jako hasło i motyw przewodni życia codziennego. W ten sposób stara tradycja Założyciela żyje dalej. Raz w roku jednak, w okresie Adwentu i nowenny do św. Patrona - Franciszka Ksawerego, cała Wspólno¬ta wybiera jako Słowo Życia oryginalną "Szkołę po¬kory". Można również praktykować całość lub część tych duchowych zasad w każdej innej porze roku.
5. Niniejsze rozważania przedstawiają stare za¬sady w świetle duchowości posoborowej. W ten sposób pragniemy zachować tradycję Kościoła i Zgromadzenia, a zarazem służyć człowiekowi w potrzebach dzisiejszych. Zostawiamy dużo wolnego miejsca pomiędzy poszczególnymi rozważania, aby zaprosić do robienia osobistych notatek, które pomogą wprowadzić zasady pokory w życie. Ni przypadkowo niniejsze refleksje i propozycje nazywają się "szkołą".
Misjonarze Krwi Chrystusa
 

LITANIA  POKORY
JEZU CICHY I POKORNEGO SERCA
Wysłuchaj mnie!
-    Od pragnienia, by być szanowanym
Wybaw mnie Panie!
-    Od pragnienia, by być kochanym
-    Od pragnienia, by być chwalonym
-    Od pragnienia, by obdarzano mnie czcią i zaszczytami
-    Od pragnienia, by być więcej lubianym od innych
-    Od pragnienia, by zwracano się do mnie o radę
-    Od pragnienia, by być podziwianym
-    Od obawy, by nie być upokorzonym
-    Od obawy, by nie być lekceważonym
-    Od obawy, by nie być odrzuconym
-    Od obawy, by nie być oszukanym
-    Od obawy, by nie być zapomnianym
-    Od obawy, by nie być wyśmianym
-    Od obawy, by nie być obrażonym
-    Od obawy, by nie być podejrzanym
-    Od obawy, by nie być ostatnim
-    Aby inni byli bardziej kochani ode mnie
Daj mi łaskę pragnienia tego, Panie
-    Aby inni mogli wzrastać w opinii świata, a ja abym mógł się umniejszać
-    Aby inni mogli być chwaleni, a o mnie aby się nie troszczono
-    Aby inni mogli być bardziej lubiani we wszystkim
-    Aby inni byli świętsi ode mnie, byle bym ja na ile mogę stał się świętym
-    Abym nienawidził wszelkiego grzechu, lecz pragnął świętość całym sercem
-    Abym pragnął zawsze poznać prawdę o sobie
-    Abym zawsze pragnął uznać prawdę o sobie
-    Abym zawsze pragnął żyć prawdą o sobie

 

ŻYCIE WEWNĘTRZNE A MODLITWA

 

Życie wewnętrzne dotyczy całego procesu otwierania się człowieka na działanie Boga. Chodzi tu w tym terminie o życie wewnętrzne Boga w sercu człowieka. Życie wewnętrzne wiąże się nierozerwalnie z MODLITWĄ. To ona umożliwia działanie Boga w nas. A otwieramy się wówczas gdy umożliwiamy działanie Boga w nas.
 

1. KIEDY CZŁOWIEK OTWIERA SIĘ NA BOGA? /przyczyny i mechanizmy/

  • Gdy jest pociągany przez łaski pociągające, przeżywając miłość Boga, Jego miłosierdzie, wielkość. Jest to związane z emocjami, z odczuwaniem Boga, Jego miłość.
  • Modli się zwłaszcza wtedy, gdy okoliczność zmuszają go do tego. Człowiek sam w sobie chce być SAMOWYSTARCZALNY, NIEZALEŻNY. Jest to skutek grzechu pierworodnego. Zanim rodzice zgrzeszyli byli oni w pełni otwarci na Boga, na Jego działanie. Byli jemu w pełni posłuszni.
Człowiek utracił tę pierwotną formę otwarcia na Boga, i pojawiło się cos co nawet uniemożliwia otwarcie się na Boga, jeżeli człowiek nie jest pociągany przez łaski. Szczególnie przez łaski POCIAGAJĄCE, lub przez odpowiednie czynniki, które skłaniają do modlitwy. Do modlitwy przede wszystkim skłaniają nas sytuacje, gdy jesteśmy bezradni. Gdy nie dajemy sobie rady albo ze sobą samym, czy tez z problemami, które czynią nas bezradnymi. Takie sytuacje gdy człowiek czuje się bezradny, przeżywa swoja niegodność, grzeszność, świadom jest swojego ograniczenia zmuszają człowieka albo do ufnej modlitwy, albo zaczyna się smucić. Wtedy musi się zacząć modlić, aby się nie smucić, bo inaczej się zniechęci. Modlitwa jest konieczna, aby żyć życiem chrześcijańskim. CZŁOWIEKOWI JEST BARDZO TRUDNO PAMIĘTAĆ O Bogu, o jego miłość. Gdy nie ma trudnych sytuacji człowiek żyje dla siebie, kręci się w koło siebie.
 
Bóg zaprasza nas szczególnie do modlitwy w chwilach, gdy daje poczucie pustki. Najczęściej uciekamy od doświadczenia pustki. Chcemy tę pustkę zapełnić, zagłuszyć. Wszystkie te zagłuszacze jedynie zagłuszają, przytłumiają. Ostatecznie rodzą gorycz i poczucie bezsensu. Człowiek, który wybiera modlitwę, ufne trwanie przed Bogiem, wówczas poddaje swoje serce działaniu Boga i jego życie staje się harmonijne. Im większa jest bezradność i bezsilność, to tym bardziej człowiek jest zmuszany do modlitwy, do trwania przed Bogiem. Bóg wytrąca nam różne podpórki, aby mógł przez nas działać. Bo jeśli chcemy działać na własna rękę i chcemy w tym celu dobrze się przygotować, aby pomóc drugiemu człowiekowi, to Bóg nie daje nam czasu na przygotowanie się. Przychodzimy całkowicie bezradni. Bóg wówczas widząc naszą bezradność i ufność, jako jedyne nasze oparcie, On sam przez nas zaczyna działać, sam zaczyna wypełniać swoja wolę. My mamy tylko do tego Go zapraszać., błagać. Życie wewnętrzne jest mocno uzależnione od modlitwy. Bez modlitwy, bez ciągłego dialogu z Bogiem nie może być mowy, otym by bardziej otwierać się na Boga, Jego działanie w nas i za nas.
U podstaw każdej modlitwy leży wnikniecie w prawdę o naszej grzeszności, ze my potrzebujemy pomocy, ratunku od Boga. Z głębi poznanej prawdy o naszej grzeszności zaczynamy dopiero wołać do Boga i to wołanie jest wówczas dopiero autentyczne. Gdy nie będziemy wołać, to Bóg nie może ingerować w nasze życie. Przecież, to sam Bóg ustanowił prawo, że każdy człowiek jest wolny. I on dopuszcza do tego, aby człowiek się potępił. Jest to bezradności Boga wobec człowieka i jego wolności. Chociaż z drugiej strony, jest to szacunek Boga wobec człowieka i jego wolności.
    życie wewnętrzne, które łączy się z życiem Boga w naszym sercu

 

 

 Spowiedź indywidualna

 
Spowiedź indywidualna, poza małymi wyjątkami, ogranicza się dzisiaj do nielicznych spowiedzi przy okazji wielkich świąt kościelnych. Tradycyjna spowiedź stała się ważnym problemem.
 

1. ŹRÓDŁA PROBLEMU

Przyczyny są zazwyczaj o wiele głębsze niż skłonni bylibyśmy sądzić i wiążą się z przemianami ducha czasu oraz ze stale rosnącą sekularyzacją.

  • Świadomość grzechu w znacznej mierze została zatracona: wielu nie widzi już nic złego w tym, co kiedyś uważano za grzech śmiertelny. W każdym razie bardzo wielu, czy nawet większość wierzy w zło, ale nie jest to już dla nich grzechem przeciwko Bogu. Wielu zło kojarzy prawie wyłącznie z tym, co ludzkie. Skłaniać się do zła i nawracać się to dla nich w konsekwencji także mieści się w sferze międzyludzkiej. Teraz, może o wiele bardziej niż kiedyś, uważa się, że jest to sprawa ludzi, by darzyć się wzajemnie przebaczeniem.

  • Dzięki psychologii głębi człowiek uświadomił sobie. że wiele zła tkwi w głębi jego istoty, mnóstwo nieuświadomionych motywacji, których sam bezpośrednio nie może kontrolować. Wolność jest coraz bardziej stawiana pod znakiem zapytania, a wraz z nią odpowiedzialność człowieka za siebie. A Jeśli nie działał w sposób wolny i nie był świadomy odpowiedzialności, to nie może być mowy o grze¬chu. Zrobić coś złego "świadomie i dobrowolnie", uważano kiedyś, że jest warunkiem, by w ogóle można było mówić o grzechu, teraz natomiast jest czymś, co zdarza się raczej rzadko. Z drugiej strony. za pośrednictwem środków społecznego prze¬kazu, człowiek jest nieustannie konfrontowany ze zatem jakie dzieje się na świecie. Również i w tym kontekście staje bezradny: "Tutaj nie da się przecież nic zrobić".

  • Może obecnie, bardziej niż kiedykolwiek człowiek ma poczucie, że ktoś obcy nie ma prawa mieszać się do jego spraw: obowiązek wyznawania grzechów postrzega więc jako atak na swoją osobistą uczciwość.

  • Z zaufania do księży niewiele pozostało. odmitologizowano powołanie kapłańskie. Wielu nie potrafi już dopatrzyć się jego mocy i zrozumieć dlaczego to właśnie kapłan musi spełniać jakąś rolę przy odpuszczaniu grzechów. Z drugiej strony osobista postawa kapłana wielokrotnie bywała czynnikiem hamującym: kapłan często - w każdym razie dawniej - był jakby swoistym automatem do absolucji, a tym samym nie mógł udzielać Bożego odpuszczenia w taki sposób, jaki byłby zarówno głęboko ludzki i wypływający z głębi wiary. Często też się zdarza, że sam kapłan nie widzi już żadnego sensu spowiedzi. Tak, czasami dochodzi nawet do tego, że uniemożliwia biednemu grzesznikowi, by się wyspowiadał. Może to wypływać z braku dyspo¬zycyjności z jego strony, albo dzieje się tak dlatego, że on sam zaczyna wątpić, czy rzeczywiście spo¬wiedź jest aż tak potrzebna? czy nie możecie tro¬chę poczekać? itd. Wielu księży okazuje wprost niechęć do słuchania spowiedzi.

  • To, że Kościół jest ludem Bożym wielokrotnie i z radością się podkreśla. A przy tym również i to, że Kościół jest wspólnotą, jakąś zbiorowością. Zaangażowani chrześcijanie są świadomi zbiorowego, wspólnego zła i chcą się nawracać tak, jak jest to właściwe wspólnocie, właściwe ludowi Bożemu, l jest to coś, co jak sądzą, nie wyraża się dostatecznie w spowiedzi indywidualnej. Zło ma socjalne odgałęzienia.Nawracanie się jest czymś, co także dotyczy całej społeczności. Dlatego - tak sądzi wielu - zarówno formuła wyznawania grzechów i ich odpuszczenie powinny dokonywać się zbiorowo.

  • Wśród kapłanów i teologów słyszy się, że spowiedź nie jest absolutnie niezbędna. Grzechy są przecież odpuszczane również poprzez Eucharystię, a poza tym Msza św. rozpoczyna się od wyznania naszej grzeszności i od absolucji. Grzechów ciężkich właściwie już się nie popełnia (potrz pkt.1 i 2), a z grzechów powszednich nie trzeba się spowiadać: odpuszczenie za nie można otrzymać w różny sposób. Zresztą praktyka spowiadania się z grzechów powszednich pojawiła się w historii Kościoła stosunkowo późno.

  • Pojmowanie spowiedzi jako sądu. Arcybiskup unicki Raya w 1973 roku pisał: "Kościół zachodni skrył  radość ewangeliczną poza murami legalizmu. Tak jest np. ze spowiedzią. Dla nas, ludzi Wschodu, spowiedź jest świętem, dla nich jest sądem. Jako chrześcijanie wierzymy, że ludzie nie są świętymi ani łotrami, lecz mieszaniną obydwu. Za każdym razem kiedy człowiek okazuje, że pragnie się poprawić i skierować swoje życie na Chrystusa; za każdym razem, gdy mówi wraz z marnotrawnym synem: Wstanę i pójdę do mojego ojca (Łk 15.18), musimy przygotować ucztę, tak jak to uczynił ojciec wobec swego marnotrawnego syna. a nie trzymać się subtelnego wyważania ile nagrzeszył i na jaką karę zasługuje."

2. MOWA OBROŃCZA INDYWIDUALNEJ SPOWIEDZI

Stając w obronie spowiedzi indywidualnej nie chcę tym samym odrzucać wspólnotowego aktu pokuty. On może być bardzo pożyteczny. Jednak moim zdaniem wspólny akt pokuty nigdy nie jest w stanie w pełni zastąpić spowiedzi indywidualnej.

  • Chrześcijanin wie, że poprzez swój grzech zadał Bogu ból i zadał go też i ludziom. Miłość została zraniona, stała się zimna. A miłości nie można odbudować tylko z własnej inicjatywy: to musi dokonać się obustronnie, bo nie można przecież zmusić drugiej strony, by znów okazywała miłość. Stąd czymś charakterystycznym dla chrześcijańskiej świadomości grzechu jest świadomość własnej bezradności: zła nie można naprawić samemu. Grzech dźwiga się całkowicie samotnie. Ratunek może przyjść jedynie z zewnątrz. To właśnie jest postawa chrześcijańska. "Nieszczęsny ja człowiek, pisze św. Paweł. któż mnie wyzwoli ze śmiertelnego dała?" Nie ja sam, ale dzięki "Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego" (Rz 7,24-25). Jest więc Ktoś, do kogo mogę pójść, ale muszę również jakby wyjść z siebie, albo mówiąc właściwiej, muszę pozwolić, by On mógł mnie znaleźć, On. "który jest przebłaganiem za nasze grzechy, ale nie tylko za nasze, ale również za grzechy całego świata" (U 2,2). Tym właśnie jest spowiedź: pójściem do Kogoś, szukaniem pomocy poza sobą samym, prawdziwym odkryciem, że sam nie jestem w stanie, że to musi przyjść z zewnątrz.

  • Spowiadać się znaczy mówić. Zresztą rozmowa jest pierwszym znakiem, że wychodzi się jakby z siebie samego. Człowiek chory chce mówić o swojej chorobie, samotny wychodzi na ulice i place, by znaleźć kogoś z kim mógłby porozmawiać. Grze¬sznik chce mówić o tym, co dźwiga samotnie: swój grzech. Być może długo się ociąga, ale w końcu przychodzi moment kiedy musi wyrzucić go z sie¬bie, inaczej nigdy nie będzie zdrowy. Powieść Dostojewskiego "Zbrodnia i kara", która obejmuje aż 600 stron, nie jest właściwie niczym innym, jak opowieścią o tym, co się zdarzyło pomiędzy pyta¬niem o zbrodnię a wyzwalającym wyznaniem jej. Zna to również psalmista: "Gdy milczałem wysychały me kości ... Grzech wyznałem Tobie i nie skryłem mej winy... a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu" (Ps 32,3-5). Kiedy stajemy w obliczu wielowiekowego obowiązku Kościoła, by wyznawać swoje grzechy w spowiedzi, mamy skłonność, by to wyznanie ograniczać tylko i wyłącznie do przy¬kazania kościelnego i to dość nieprzyjemnego. Oto bolesna cena jaką musimy zapłacić za to, by otrzy¬mać odpuszczenie. Zapewne coś w tym jest, jednakże jesteśmy jeszcze daleko od całej prawdy. Przede wszystkim nie Kościół to nakazuje, co raczej samo ludzkie serce do tego się skłania. Kościelny obowiązek wyznawania swoich grzechów (gdy chodzi o grzechy ciężkie) ma swe głębokie korzenie w fundamentalnej tęsknocie jaka kryje się w samym człowieku. Móc mówić- to jest wyzwolenie, choć kosztuje.
    l ciekawe, że człowiek, który raz odważył się, obnażyć siebie przed drugim człowiekiem, doświadcza w tym samym momencie nowego bezpieczeństwa. Czuje się mocniejszy, czuje się lżej. Dlaczego? Nie potrzebuje bowiem już dłużej zużywać większości swych sił na to, by tłamsić w sobie sprawy i okoliczności, mniej czy bardziej żyć w zakłamaniu. taić kłamstwa czy nieporozumienia.
    To całe trwonienie sił ustaje z chwilą, gdy człowiek może zaangażować całą swoją energię w pozytywny cel, bo nie ma już nic, co mógłby ukryć, nic, co mógłby zataić, czym mógłby oszukać. Stosunek takiej osoby do innych będzie bardziej otwarty, jednoznaczny i przejrzysty. Z chwilą kiedy następuje to oczyszczenie nowa energia wstępuje w człowieka.
    W swojej książce "The new Group Therapy" O. Hobart Mowrer mówi o tajemniczej sile, która może przemienić życie ludzkie. Przyznaje, że sam nie dokonał tego odkrycia, ale znalazł to w powieści LIoyd C. Douglas'a "Magnificent Obsession", co ten z kolei zapożyczył z ewangelii według św. Mateusza ."Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą Jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: d otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie"(6.1-4).
    Cóż to za tajemnicza siła jest w stanie prze¬mieniać życie człowieka? Mówiąc krótko: wielu z nas - podobnie Jak Mowrer żyje na niskim poziomie, Jesteśmy słabi, wypluci, bojaźliwi, pesymistyczni, neurotyczni. A polega to na tym, że kiedy spełniamy Jakiś dobry uczynek, to natychmiast go rozgłaszamy. Pozwalamy, by o nim wiedziano i gubimy w ten sposobię chwilę, którą ten dobry uczynek przyniósł; zamiast tego pozyskujemy sobie krótkotrwałe i ulotne zadowolenie. "Zaprawdę powiadam wam, mówi Jezus, ci otrzymali Już swoją nagrodę". Z dobrego uczynku nic nie pozostaje. Natomiast gdy popełnimy coś niewłaściwego to skrywamy to w sobie i często nawet nie chcemy tego uznać. W rezultacie winy pozostają w nas i tam się kumulują. Kto żyje w taki sposób ten bardzo szybko, w pojęciu moralnym, znajdzie się na dnie. Kiedy Bóg raz wreszcie upomni się o jego życie, to znajdzie go w grzechu. Stąd nic w tym dziwnego, że tacy ludzie okazują niewiele zachwytu czy zdolności twórczych. Tracą swoją energię zabiegając o to, by wypaść lepiej niż są w rzeczywistości. Czują się zalęknieni, boją się, by ich karty nie zostały odkryte, l jak ma się dokonać nawrócenie? Mowrer odpowiada bardzo prosto: zmieniając całkowicie strategię. Wyjawcie, przyznajcie się do waszych win, słabości, głupoty i próbujcie skrywać dobre uczynki i cnoty. Oto tajemnica, która może zmienić całe nasze życie. Kiedy wyznaję mój grzech natychmiast Pan uwalnia mnie od winy jakiej się dopuściłem. Z chwilą kiedy wypowiem mój grzech on już nie należy do mnie. Z drugiej zaś strony kiedy zachowuję dobry czyn tylko dla siebie nie trwoniąc go. nie rozgłaszające nim, wtedy nieustannie wzrasta mój "kredyt". Dobro przerasta mnie i staje się źródłem wewnętrznej pewności i siły. Na koniec stajemy się tym, co mamy, stajemy się tym. co trzymaliśmy w ukryciu i co zaoszczędziliśmy: łagodni i silni jeżeli to, co ukrywaliśmy było dobre; słabi i niedowartościowani jeżeli to, co ukryliśmy było czymś złym. Mowrer kończy spostrzeżeniem: "Ty jesteś twoją tajemnicą".
    Zresztą owo mówienie na spowiedzi jest czymś zupełnie specjalnym: to jak powrót do domu, podobnie jak syn wraca do Ojca; to otworzyć się na kogoś, kto słucha i sam jest miłością. Po raz pierwszy jest się we dwoje po długim czasie osamotnienia. Ale Ten, kogo mamy przed sobą nie słucha bezradny, to nie żadna "marionetka, która tylko przytakuje" i mówi tak i amen na wszystko, ale jest to Ktoś, kto coś z tą sprawą zrobi. Kiedy papież w 1973 roku mówił o spowiedzi wielkanocnej, powiedział mm. "Powinniśmy dzisiaj poświęcić! wiele czasu na obronę spowiedzi wielkanocnej Psychoanalityczne metody terapeutyczne dają nam bardzo przystępny argument po temu: metody te są w stanie wszystko przebadać i odkryć, ale nie mogą nam one ofiarować tego niewypowiedzianego daru jakim jest odpuszczenie".
    Poprzez mówienie mój grzech staje się również jaśniejszy, zyskuje wyraźniejsze kontury, mogę go zobaczyć w lepszym i bardziej właściwym świetle. Poprzez wypowiedzenie mogę lepiej wniknąć w siebie. Wyrażenie czegoś słowami jest ważnym krokiem do lepszego zrozumienia. O tym wiemy wszyscy. Stąd jest rzeczą nieuniknioną, by raz po raz móc się wypowiedzieć, by przez to móc kształtować swoje sumienie. Jest to także najlepszy środek na to, by uniknąć oszukiwania samego siebie. Sprawia, że stajemy się bardziej realistami.
    Ale nade wszystko mówienie na spowiedzi jest pogłębieniem żalu. Mówienie przynosi ten sam skutek co środek wzmacniający, środek stymulujący proces dojrzewania, przez który żal musi przejść. Dlatego spowiedź wyprzedza wszelkie inne istniejące środki na to, by otrzymać odpuszczenie. Mówiąc o tym, czego się dopuściłem wzrasta mój żal. Kiedy po sprzeczce rodzinnej, która zatruwała atmosferę przez wiele lat, i za którą przepraszało się od dawna gdzieś w swoim wnętrzu, można w Końcu powiedzieć: "Przykro mi z tego powodu, za¬pomnijmy i skończmy z tym", to takie słowa w dużym stopniu doprowadzają także do łez: łez żalu... i radości. Mówienie przyniosło efekty. Ten żal i ta radość to jest ów sens, jaki staje się naszym udziałem kiedy wyznajemy nasze grzechy na spowiedzi. i każdy, kto ma pewne duszpasterskie doświadczenie, bądź kto uczestniczył w prawdziwym nawróceniu. zna siłę, jaką ma w sobie mówienie,

  • Spowiedź personifikuje nawrócenie. Nikt nie jest tak podobny do grzesznika jak inny grzesznik - tak by można powiedzieć. Ale ani gdy chodzi o zło, ani o dobro, nie jesteśmy specjalnie oryginalni: jesteśmy bardzo podobni do siebie. Dlatego też mamy pełne prawo wypowiadać wspólnie nasze grzechy mówiąc: "Panie, myśmy zgrzeszyli" jak to często ma miejsce w Piśmie świętym.
    A jednak mój grzech nie jest grzechem nikogo innego. On naprawdę jest tylko mój, to ja go popełniłem. Dlatego poza wspólnotowym wyznaniem grzechów we wspólnej spowiedzi, co dokonuje się w czasie nabożeństw pokutnych i na początku każdej Mszy św., musi być jeszcze coś więcej. Człowiek jest niezastąpioną, wolną osobą. Nie może być wymieniony na kogoś innego. Tak samo w swoim grzechu i w swoim nawróceniu jest niepowtarzalny. Osobowego charakteru grzechu i nawrócenia nie da się zatuszować. W Ewangelii nie spotykamy się z żadną zbiorową absolucją. Każdy z osobna musi występować sam. Samarytanka staje całkiem sama, oko w oko z Panem:
    Jego spojrzenie przenika ją samą oraz całą jej przeszłość. Piotr staje przed Panem jako jedna. niezastąpiona osoba: otrzymuje szacunek, naganę, ostrzeżenie. Jezus patrzy na niego zatroskany, by na koniec sprowokować go w sposób najbardziej osobisty jaki tylko można sobie wyobrazić: "Czy miłujesz Mnie bardziej aniżeli ci?" (J 21,15). Jezus przywołuje Tomasza z grona apostołów: mógł dotknąć swoją ręką boku Jezusa, to jemu i nikomu innemu jest powiedziane, że powinien wierzyć. Miłość Jezusa kieruje się do jednej samotnej owieczki i to tak bardzo, że pozostałe dziewięćdziesiąt dziewięć zostaje całkiem w cieniu.
    Ten "personalizm" ma swoje miejsce w spowiedzi. i to tak, jak nigdzie indziej. Bez tej personifikacji pokuty i żalu wspólnotowe nabożeństwa pokutne niosą w sobie ryzyko, że staną się alibi, l wreszcie to indywidualny dialog pomiędzy "ja" i "Ty" - jak to ma miejsce podczas spowiedzi" jest samym sercem każdego nawrócenia. To nie umniejsza pożytkowi jaki wypływa ze wspólnych nabożeństw pokutnych. Jednak nasuwa się pytanie: czy ktoś, kto nigdy nie wyznaje swych grzechów indywidualnie, rzeczywiście w sposób zintegrowany i osobisty uczestniczy we wspólnych nabożeństwach pokutnych? Na początku Mszy św. mówimy •Spowiadam się.... że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem". Jest to bardzo piękne, właśnie dlatego, że każdy z osobna mówi w pierwszej osobie, przez co całość robi wrażenie bardzo osobistego aktu. Jednak gdybyśmy chcieli być zupełnie szczerzy to chyba musielibyśmy przyznać, że to pozostaje czymś bardzo nieokreślonym i ogólnym i w praktyce nie jest za bardzo zobowiązujące. Następuje zbyt łatwo, wypływa jakby samoistnie i stąd często nie przynosi ze sobą prawdziwego przełomu. Pójście do spowiedzi jest czymś zupełnie innym. W praktyce spowiedź indywidualna jest zawsze czymś osobistym. Grupa się nie nawraca. To zawsze indywidualne osoby się nawracają. Tak samo dzieje się z zakonem: nigdy nie jest reformowany w całości. Oczywiście można tworzyć nowe prawa, ale to zawsze pozostaje tylko nawróceniem na papierze. Nawrócenie dokonuje się u poszczególnych członków i ono może również rozszerzyć się i niejako zarazić innych.

  • Spowiedź jest osobistym słowem przebaczenia.
    Kościół otrzymał zadanie głoszenia tego prze¬baczenia, które Bóg oznajmił każdemu z osobna w Chrystusie Jezusie i w Duchu Świętym. "Teraz je¬dnak dla tych. którzy są w Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia" (Rz 8.1). To powszechne orędzie przebaczenia dla wszystkich Kościół ofiarowuje nieustannie w swym przepowiadaniu i w swojej liturgii.
    Jednak istnieje różnica pomiędzy powszechnym głoszeniem przebaczenia a osobistym słowem przebaczenia skierowanym do mnie w absolucji. Dzieci, które z wielu powodów rozumieją, że rodzice kochają je wszystkie, chcą też czasem usłyszeć osobiste słowo miłości i na urodziny czy z innej okazji otrzymać wiarygodny dowód na to.Luther tak to wyraził: "To, o czym wiadomo powszechnie i o czym słyszałem w Ewangelii, a mianowicie, że nasze grzechy są nam odpuszczone, o tym chcę również usłyszeć osobiście: Twoje grzechy są ci odpuszczone". Ta personifikacja przebaczenia jest czymś niezwykle istotnym. Nie dlatego, że zbyt mało ufam powszechnemu przebaczeniu i trwam w niepewności, co do miłosierdzia Bożego. Nie. ta personifikacja jest ważna ze względu na rodzaj miłości, jaką ma Bóg, On, który kocha wszystkich naraz i każdego z osobna w sposób bezgraniczny.
    0n, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie" (Gal 2,20). "Dieu nous aime d'un amour universament partia! - Bóg kocha nas miłością.

  • Czy spowiedź daje większą pewność, ż zostało mi odpuszczone?
    "Jest się pewnym tego, że czyjeś grzechy została odpuszczone dopiero, kiedy się z nich wyspo władało". Tak myślało kiedyś wielu ludzi. Jest te równocześnie prawdą i nieprawdą.
    To. czy nasze grzechy zostaną nam odpuszczona zależy od dwóch warunków. Przede wszystkim t( od woli Bożej zależy, by odpuszczać i okazywać miłosierdzie, a w Chrystusie mamy tę pewność Ale to także zależy od dojrzałości naszego żalu i naszej szczerej woli nawrócenia. A więc gwarancja odpuszczenia będzie tym większa im wyraźniej urzeczywistnią się te dwa warunki, l choć można również spowiadać się bezowocnie, to jednak trzeba sobie jasno powiedzieć, że spowiedź zazwyczaj daje o wiele większe możliwości.
    Przede wszystkim spowiedź daje nam kontakt z Kościołem i urzędem (kapłan), który otrzymał moc odpuszczania grzechów. Chrystus mówi do swych apostołów w wieczór wielkanocny: "Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy są im odpuszczone" (J 20,23). A św. Paweł mówi: "Bóg, który zlecił nam posługę jednania ... przekazując mam słowo jednania. Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa orosimy: pojednajcie się z Bogiem!" (2 Kor 5,18-20). Mówienie, że grzechy zostają nam odpusz¬czone również przez Eucharystię jest dowodem na to. że nie rozumie się zupełnie sakramentu, który Uobecnia zbawcze dzieło Chrystusa. Eucharystia ile jest ustanowiona po to. by odpuszczać grzechy nie wyraża Bożej woli przebaczenia. Boże przebaczenie nie unosi się gdzieś w powietrzu, ono się Uobecnia w osobie kapłana i posługuje się ludźmi. Echo tego cudownego faktu znajdujemy u św. Mateusza kiedy paralitykowi zostały odpuszczone grzechy: "A tłumy ogarnął lęk na ten widok, i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom" (Mt 9.8). Choć istnieją też inne sposoby otrzymania odpuszczenia (czynienie pokuty, jałmużna, żal. modlitwa) trzeba powiedzieć, że absolucja kapłańska jest jedyna w swoim rodzaju, jest uprzywilejowanym i pewnym słowem przebaczenia
    Jednak ta absolucja może być owocna dopiero wtedy, kiedy my ze swej strony damy gwarancje tzn. kiedy nasz żal będzie prawdziwy i dojrzały. Również w tym wypadku spowiedź daje szczególne możliwości i szansę. Spowiadać się znaczy podejmować pewne działanie: to nie jest tylko wewnętrzny nastrój, przelotna myśl czy uczucie. Tu często jesteśmy naiwni. Myślimy i mówimy sobie tak: nie potrzebuję iść do spowiedzi, mogę równie dobrze prosić Boga o przebaczenie natychmiast gdy zgrzeszę. W teorii tak jest, lecz w praktyce tego nie robimy. Nie myślimy o tym, nie mamy na to czasu. życie biegnie dalej. Prośba o przebaczenie zakłada. że naprawdę z czymś zrywamy, zastanawiamy się, wracamy do siebie i rzeczywiście zmieniamy kie¬runek postępowania. Jednak w praktyce nie przeznaczamy sobie na to czasu. Spowiadać się to podejmować pewne działanie, postawić krok- a często jest to trudny krok. Postawić krotko zawsze jest coś więcej niż tylko myśl czy uczucie. Działanie potwierdza czy żal stał się dojrzały.
    Oczywiście wszystko to dotyczy takiej spowiedzi, w której człowiek odkrywa całą swoją duszę; tej spowiedzi, kiedy człowiek zawierza siebie całko¬wicie. Jeżeli spowiedź jest dobra, to jest ona lepsza od innych środków odpuszczenia: jest uosobieniem dobroci Boga na tym świecie.


3. SPOWIEDŹ - SAKRAMENT POJEDNANIA I ZMARTWYCHWSTANIA.

Zamiast nazywać spowiedź sakramentem pokuty, powinniśmy raczej używać określenia sakrament pojednania. Tak samo - mówi Joachim Jeremias - "przypowieść o synu marnotrawnym powinniśmy raczej nazywać przypowieścią o miłości Boga" (1) Przypowieść ta w cudowny sposób wyraża to, o co właściwie chodzi w spowiedzi. Mamy Ojca. który jest miłością, i czeka na nas. Musimy powrócić do Niego. "Wstanę i pójdę do mego Ojca" (Łk 15,18). Gdyby przeprowadzić takie badania i prosić, by ludzie napisali jaka przypowieść najbardziej Ich przejęła, to Jest niemal pewne, że na pierwszym miejscu znalazłaby się przypowieść o synu marnotrawnym. Na następnym miejscu przypuszczalnie znalazłaby się przypowieść o miłosiernym Samarytanie i o Łazarzu i bogaczu: te tny przypowieści i każda z nich z osobna czynią miłość Boga czymś namacalnym i wiarygodnym. One wszystkie znajdują się w Ewangelii św Łukasza. Łukasz jest rzeczywiście jak mówi Dante - scriba mansuetudinis Christi. Opowiada o Bożej dobroci Chrystusa. Na spowiedzi chodzi o miłość Ojca. Która w sposób konkretny wychodzi naprzeciw człowieka w słowach zbawczego odpuszczenia grzechów kierowanych przez kapłana.
Spowiedź jest również sakramentem zmar¬twychwstania. Jezus ustanowił ten sakrament w wieczór wielkanocny, co wynika z Ewangelii św. Jana 20,19-23 i to zapewne nie jest przypadkowe. Najważniejsze nie jest dotykanie własnej prze¬szłości, wyszukiwanie swoich grzechów czy przepro¬wadzanie swego rodzaju psychoanalizy. Kiedy zwrócimy uwagę na wiersz 18 i 21 przypowieści o synu marnotrawnym, to spostrzeżemy, że ojciec nie pozwala synowi na to. by wypowiedział się do końca. Syn zaczyna swoje wyznanie i mówi: "Wsta¬nę i pójdę do mojego ojca i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem;
uczyń mnie choćby jednym z najemników". Ale kiedy przychodzi do ojca i zaczyna mówić to, co sobie przygotował, zostaje mu przerwane i nie ma okazji, by powiedzieć: "uczyń mnie choćby jednym z najemników". Ojciec przemienia niewypowie¬dziane słowa w ich przeciwieństwo: przybyły nie
zostaje potraktowany Jak najemnik, ale Jak wielce szanowny gość. Przeszłość nie jest w spowiedzi najważniejsza, ale chwila obecna i nowa przyszłość, która z tą chwilą się rozpoczyna. Tak Jak w słowach psalmu w/d Wulgaty: "Et dixi i nunc coepi - Teraz zaczynam na serio" (76,11). l jest rzeczą cudowną, że przez to także i przeszłość zostaje przemieniona. Bóg jest tym, który czas czyni nowym, tak, nawet ten czas, który minął.
Psycholog chętnie spogląda w przeszłość: z zapałem zagłębia się w doświadczenia okresu dzieciństwa, próbuje zidentyfikować bolesne przeżycia. które w ciągu życia stały się udziałem człowieka Próbuje uzmysłowić pacjentowi jak przeszłości i jej zło wraz z bolesnymi zranieniami i ich brutalnością działają nadal i są pożywką dla nienawiści. To może oczywiście być czymś dobrym i pożytecznym, ponieważ pomaga nam żyć w prawdzie i rozpoznać naszą nędzę. Ale spowiedź jest całkowicie czymś innym; na spowiedzi otwieramy się całkowicie i w pełni przed Panem, tym, który wszystko czyni nowe. Człowiek otwiera się z całym ciężarem grzechu, który w sobie nagromadził. Wtedy Pan unicestwia wszystko zło z przeszłości i czyni dla nas chwilę obecną nową, tak, że wszystko znów Jest możliwe. Nie możemy zbyt pochopnie mówić o zmarnowanych możliwościach. Kiedy Bóg przebacza człowiekowi - a tak czyni zawsze ilekroć człowiek z zaufaniem staje przed Nim ze swoim grzechem - to wtedy On bierze na siebie konse¬kwencje grzechu. Inaczej nie byłoby mowy o żad¬nym prawdziwym odpuszczeniu. Kiedy Bóg przeba¬cza czyni to zupełnie inaczej niż czynią to ludzie. Człowiek mówi: chodź, nie mówmy już o tym wię¬cej, zapomnijmy o całej sprawie. Ale Boże przeba¬czenie nie jest żadnym zapomnieniem. Bóg nie zawoalowuje naszego grzechu. Boże przebaczenie jest nowym stworzeniem, nowym życiem, w którym mój popełniony niegdyś grzech i jego następstwa zaczynają spełniać rolę pozytywną. To jest prze¬organizowanie całego życia, gdzie to. co bezsen¬sowne nabiera sensu, gdzie to, co dotychczas byto przeszkodą staje się środkiem i drogą. Dopóki żyjemy nic nie jest definitywnie stracone. Stracone może być, ale na tej płaszczyźnie, na której rządzą ludzkie ambicje i ludzkie rezultaty, ale ta płasz¬czyzna nie jest najistotniejsza. Najważniejsza jest płaszczyzna miłości - tylko miłość jest wieczna. Ludzka ambicja jest dopiero wtedy cenna, na ile jest inspirowana miłością, inaczej działa destru¬ktywnie zamiast konstruktywnie. Wszystko jest możliwe dla tego. kto wierzy. Jest to fundamentalna perspektywa i to jest bardzo ważne, by stała się ona dla nas czymś egzystencjalnym. "Dla tego. kto szuka Boga - pisze Tailhard de Chardin - może nie wszystko jest bezwzględnie dobre, ale wszystko takim może się stać: wszystko prowadzi do dobra" (1); Cała historia zbawienia jest cudowną ilustracją tej nieprzerwanej możliwości przeorganizowania. przemiany, która dotyczy zarówno historii ludzkości jak i każdej poszczególnej osoby ludzkiej. Jezus uczynił ź grzechu Adama "feliks culpa" - błogosła¬wioną winę, a największy grzech jaki wydarzył się w historii - morderstwo na Jezusie, stało się zbawieniem dla nas wszystkich. Nie można więc r»p ubolewać nad ludźmi, o których mówi się. że żyją w nieudanym związku małżeńskim. Nie można powiedzieć: Szkoda, że się pobraliście. Dzień ślubu był być może tylko jedną wielką głupotą, ale teraz jest to bez znaczenia. Kiedy ta głupota – w tym znaczeniu, w jakim była grzechem - została raz wyznana Bogu i przez Niego odpuszczona. Zostaje przemieniona w drogę ku zbawieniu. Osobiście je¬stem zdania, że kobieta, która usunęła ciążę i szczerze żałuje swego grzechu i otrzymała Boże odpuszczenie, nie powinna martwić się. że tyle możliwości odebrała swemu dziecku. Nie potrzebuje  zaprzątać sobie głowy myślą o swoim dziecku, które nie osiągnęło tej dojrzałości jaką Bóg zechciał dla niego. Kiedy Bóg przebacza - wszystko na po¬wrót staję się dobre: On odnawia również to wszy¬stko. co przez grzech zostało zniszczone. Zwykle nasze myślenie o Bogu jest zbyt małostkowe i dlatego też żadne wielkie rzeczy nie dzieją się w naszym życiu, a przecież jest naczelną zasadą ewangeliczną: "niech ci się stanie według wiary twojej".
Spowiedź uczy nas, że zmartwychwstanie będzie miało ostatecznie słowo w naszym życiu i w całej historii. Dlatego spowiedź jest "meta - noia" (prze¬mianą, nawróceniem) również w takim znaczeniu. że zamiast żyć dźwigając cały ciężar naszej prze¬szłości, pełni pociechy zwracamy się ku przyszłości:
"Patrz, oto wszystko czynię nowe" (Ap 21,5). Ży¬jemy w Nowym Przymierzu: tu na powrót wszystko staje się nowe. A nowe jest zawsze piękniejsze niż stare. Zagubiony syn, który powraca do domu jest bardziej hołubiony niż ten drugi, który nigdy się nie zgubił. Dziewięć dziesiątdziewięć owiec musiało samodzielnie dać sobie radę, a ta setna była nie¬siona na ramionach Jezusa. Być zagubionym synem nie jest dobrze, ale być kiedyś zagubionym synem musi być czymś bardzo dobrym. Spowiednik musi się czuć bardzo nieszczęśliwy, kiedy człowiek przy¬stępując do spowiedzi mówi, że zawsze spełnia swoje obowiązki t nigdy nie grzeszy. "Sprawiedliwi" byli przecież wielkim krzyżem dla Jezusa, i są nim również dla kapłanów siedzących w konfesjonałach. gdzie są reprezentantami miłosierdzia Pańskiego. Miłosierdzie może objawić swe działanie tylko tam, gdzie istnieje "bieda". Człowiek nieświadomy swej biedy i nędzy, swego grzechu, nie może być prze¬świetlony Duchem świętym, a kiedy Duch święty wkracza, to pierwsze, co zawsze czyni to "przeko¬nuje i pyta o grzech" (J 16,8).
Wraz z Jungiem moglibyśmy tutaj mówić o cie¬niu (wj.niem.Schatten) człowieka. Człowiek, który nie akceptuje swego cienia nie jest "pełnym" czło¬wiekiem. Każdy człowiek ma swój cień i chodzi o to, by rozpoznać i zaakceptować swój cień. Cień jest częścią naszej rzeczywistości. Grzeszność jest nieodłącznym elementem ludzkiej kondycji. Świadomość własnego cienia jest warunkiem bycia człowiekiem. Kiedy cień zostaje rozpoznany, wtedy światło staje się jaśniejsze. Jest to jeden z celów spowiedzi: cień uwidacznia się w świetle i przez to traci swój destruktywny wpływ. Będąc czymś negatywnym staje się pozytywny.
Kiedy będziemy próbować tak żyć, w tej odno¬wionej rzeczywistości prawdopodobnie stopniowo zyskamy również nową pobożność z każdym wscho¬dem słońca. Każdego ranka obudzimy się z wdzię¬cznością uświadamiając sobie, że nowy dzień został nam dany, nowa szansa, całkiem nowe życie. Każdy dzień przyjmiemy jako dar. jako błogosła¬wieństwo. Każdy nowy wschód jest obietnicą życia, które dziś musi być spełnione przez to, że będziemy żyć pełnią chwili obecnej, l każdego ranka możemy mówić: "Oto teraz dzień zbawienia" (Kor 6.2). "Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego" (Ps 95,7). Nie będziemy tak nierozsądni, by wierzyć, że to tylko zwykły przypadek, że jest dzień i noc, wieczór i poranek.
Rytm przyrody ma głębsze znaczenie: musimy zrozumieć, że wszystko, co żyje musi być w pełni przemienione. Jeżeli to zrozumiemy, to już więcej nie będzie nam tak łatwo pozostać w łóżku i ociągać się by wstać; wstawanie stanie się modlitwą każdego poranka: "Jak pióra orła młodość twa się odradza" (Ps 103,5). W ten sposób wschód będziemy prze¬żywali tak, jak tego pragnie Bóg. Prawdziwa asceza i prawdziwa mistyka nie polega na tym, by odrzucać sprawy codzienne, ale raczej, by je prześwietlać. Mistyka nie polega na nadzwyczajnych doświad¬czeniach. Najprostsze doświadczenie jakie tylko możemy sobie wyobrazić, wydarzenie, które wydaje się nam banalne - jak dzień, który się rozpoczyna o wschodzie słońca - możemy przyjmować z radoś¬cią i zadziwieniem i możemy odczuć, jak prześwietla je promieniujące oblicze Zmartwychwstałego. W Jego świetle wszystko przechodzi od śmierci do życia, od nieobecności do obecności, od czasu do wieczności.

 

 
Więcej artykułów…
Strona 22 z 22


Witamy!

Witamy na stronie Parafii Świętej Rodziny w Mławie
Oto aktualny rozkład nabożeństw:

Msze niedzielne:
700; 900, 1030; 1200; 1800
1500 - pierwsza niedziela miesiąca dla przedszkola

Msze w dni powszednie:
700; 1800

Pierwsze piątki miesiąca:
spowiedź od godz. 1600

Kancelaria czynna:
wtorek,czwartek od 1600-1700
sobota od 900 - 1030

Odwiedziny na stronie:

Dzisiaj2
Tydzień33
Miesiąc896
Wszystkie80410

VCNT - Visitorcounter

Użytkownicy

Naszą witrynę przegląda teraz 12 gości